Menu

Wojciech Czuchnowski

WILK TYŁEM, czyli moje nie zawsze słuszne poglądy na wszystko

Smoleńsk. nowy rozdział dziejów kłamstwa w Polsce

czuchnowski

Z dziejów kłamstwa w Polsce

 

  1. Współcześnie rzadko już się zdarza, by na scenie historii zaistniało coś nowego, coś czego dotąd - przynajmniej w zbliżonym kształcie - nie było, i teraz - w myśl znanego przysłowia - ma jedynie swoją kolejną, powtarzalną mutację.

Przeżywające dzisiaj swój triumf kłamstwo o katastrofie smoleńskiej wydaje się właśnie takim nowym   zjawiskiem.

  1. Czym bowiem było dotąd kłamstwo historyczne? Gdyby pokusić się o jego najprostszą definicję, to głównym składnikiem a zarazem elementem prawdy, potem dopiero przetwarzanym przez kłamstwo, jest zawsze dramat. Najczęściej śmierć osoby, czy grupy osób.

W typowym modelu, celem kłamstwa historycznego jest obciążenie winą za tragedię, nie tych którzy naprawdę za nią odpowiadają. Ukrycie właściwych sprawców oraz zafałszowanie prawdziwego przebiegu wydarzeń.

Przykładem nam najbliższym (przy okazji związany z katastrofą z 10 kwietnia) jest Katyń. Propaganda komunistyczna przez prawie pół wieku stawała na głowie, by udowodnić, że zbrodni na polskich oficerach dokonali nie Rosjanie lecz Niemcy. Cel był jasny: zwycięski Związek Radziecki, w myśl państwowej ideologii był to   przyjaciel, sojusznik oraz wyzwoliciel Polski. Nie mógł więc być jednocześnie katem dla tysięcy jej obywateli: bezbronnych jeńców, wymordowanym z zimną krwią, wbrew wszelkim zasadom i konwencjom.

  1. Zadanie nie było łatwe. Z jednej strony zbrodnie hitlerowskie były tak wielkie, że dorzucenie do ich ogromu jeszcze jednej, wydawało się proste. Ale z drugiej, dowody obciążające Sowietów były zbyt liczne, za bardzo znane i bezdyskusyjne.

Było więc kłamstwo o Katyniu trudne do wpojenia opinii publicznej, mimo to wpajano je z uporem, bo komuniści uznali, że nie ma innego wyjścia. Trzymali się tego aż do upadku PRL.  

( to oczywiście uproszczenie bo np., już Władysław Gomułka rozważał, czy na fali „odwilży” 56 r. nie załatwić sprawy Katynia, dokładając go do zbrodni stalinowskich)

 

  1. W kłamstwie smoleńskim rozpowszechnianym dzisiaj przez PiS, też prawdziwym punktem wyjścia jest dramat - tragiczna śmierć polskiej delegacji państwowej , na czele z prezydentem państwa. Ale propagandowy wysiłek nie idzie tu w kierunku oczyszczenia właściwych sprawców mordu a wskazania sprawców wygodnych dla propagandy.

Jego istotą jest dowiedzenie opinii publicznej, że 10 kwietnia 2010 r. nie doszło do katastrofy lotniczej, zwykłego (choć nadzwyczajnego jeśli chodzi o ofiary) wypadku, lecz do zamachu na polskiego prezydenta.

  1. W sferze faktów jest to tak trudne, że niemal niewykonalne. Na zamach, „rozpad samolotu w powietrzu” oraz „trzy eksplozje” nie ma żadnych dowodów, zaś główną przesłanką, na której opiera się PiS, jest zasada „qui bono”: skoro Rosja i Władimir Putin nienawidziła prezydenta Lecha Kaczyńskiego i chciano się na nim zemścić ,to jego śmierć, nie mogła być przypadkowa a Putin na pewno maczał w tym palce.

Być może Putin faktycznie chciałby zgładzić Kaczyńskiego, choćby w odwecie za jego interwencję w Gruzji. Być może nawet po cichu cieszył się z tragedii a nawet miał z niej polityczną korzyść.

Tylko, że tutaj nie musiał tego robić. Wypadek zadziałał za niego i jego siepaczy.

  1. Dla zwolenników twierdzenia o „zamachu w Smoleńsku” fakty są bezlitosne. Polska komisja państwowa a potem prokuratura szczegółowo odtworzyła ciąg okoliczności, jakie doprowadziły do nieszczęścia. Wskazały też winnych. Już w tamtym roku śledczy zapowiadali umorzenie zasadniczej części postępowania z powodu śmierci bezpośrednich sprawców: polskich pilotów, którzy wbrew przepisom zeszli poniżej bezpiecznej wysokości w warunkach uniemożliwiających nawet podejście do lądowania. Pośredni winowajcy -rosyjscy kontrolerzy, którzy nie zamknęli lotniska dostali zarzuty. Podobnie jak dwóch wysokich oficerów 36 Pułku Lotnictwa Specjalnego, odpowiedzialnych za błędy w szkoleniu i dopuszczenie do lotu pilotów bez uprawnień.

O tym dzisiaj się nie wspomina.

Prace nad wyjaśnieniem przyczyn katastrofy pokazały też pośrednią winę urzędników państwowych, którzy w przeszłości lekceważyli zasady bezpieczeństwa, każąc pilotom lądować w trudnych warunkach, gen. Andrzeja Błasika, który do końca obecny w kokpicie wywierał presję na załogę,wreszcie samego prezydenta i jego ludzi, którzy już wcześniej wtrącali się do decyzji, gdzie można lecieć i lądować.

To wszystko złożyło się   na katastrofę.

  1. Może właśnie dlatego, że prawda o Smoleńsku jest tak trudna do zwalczenia, kłamstwo przybrało postać skrajną a rozpowszechnianie było tak intensywne i konsekwentne. To był jedyny sposób na przykrycie prawdy. Jak widać po sondażach opinii publicznej, sposób skuteczny.

Po wyborach wygranych przez PiS, wersja o zamachu, eksplozjach i „obezwładnieniu” samolotu, zyskała wsparcie aparatu państwowego. „Zamachowcy” doszli do władzy i dzisiaj kłamstwo smoleńskie jest kłamstwem państwowym. Autorytet instytucji na pewno przyczynia się do utrwalenia nieprawdziwej wersji.

W dalszym ciągu jednak jest ona oparta na chwiejnych podstawach, z powodu braku dowodów.

Oparta jest na wierze i przeświadczeniu, że śmierć polskiej delegacji państwowej, w TAKIM miejscu jak Katyń, nie mogła być zwykłym zdarzeniem. To właściwie główny dowód w sprawie.  

  1. Kłamstwo smoleńskie o spisku i zamachu ma swoje małe kłamstewka uzupełniające. Powtarzane były podczas ostatnich obchodów rocznicy tragedii. Najnowsze jest takie, że Lech Kaczyński leciał do Smoleńska, by „powiedzieć prawdę o Katyniu”.

Tak jakby wcześniej, nic w tej sprawie nie zrobiono.

Trudno o większy absurd. Polska delegacja leciała do nekropolii, która dzięki staraniom naszego państwa powstawała od początku lat 90. w niezłej współpracy z Rosjanami. Po upadku PRL upamiętnianiem Katynia zajmowała się z poświęceniem wielka grupa osób, organizacje oraz urzędy i urzędnicy RP.

Był wśród nich Andrzej Przewoźnik, który zginął 10 kwietnia, a którego rok wcześniej organ prasowy PiS brutalnie zlustrował fałszywie oskarżając o współpracę z SB.

III Rzeczpospolita walczyła i wywalczyła godne upamiętnienie Katynia oraz innych miejsc kaźni naszych oficerów. Wcześniej - w PRL- o Katyniu głośno mówiła opozycja demokratyczna wspierana przez Kościół.

Lech Kaczyński leciał do Smoleńska, by rozpocząć tam kampanię wyborczą na drugą kadencję. Dlatego zabrał ze sobą najważniejszych polityków PiS i osoby, które miały być filarami tej kampanii.

Inne kłamstewka i nadużycia: „bohaterscy polscy piloci”, „elita, która poległa wraz z prezydentem”, „największa tragedia w powojennych dziejach Polski”, „państwo polskie zawiodło”, „nie wiemy co naprawdę stało się w Smoleńsku”, „teraz sprawą zajmą się kompetentni fachowcy”.

Retoryczne zwroty powtarzane jak najczęściej, by wdrukowały się w umysły ludzi i przykryły prawdę.

Do tego poniżanie ludzi, którzy badali dotąd katastrofę. Robienie z nich zdrajców i tchórzy...

Smoleńskie kłamstwo przeżywa dzisiaj swoje wielkie dni.

Dalej jednak jest tylko kłamstwem.

Kanaliom do sztambucha

czuchnowski

Wściekłość i wstyd

 

Był czas, gdy rozliczanie ludzi za winy (prawdziwe lub domniemane) i pochodzenie ich rodziców było zjawiskiem marginalnym, procederem uprawianym pokątnie, w pornograficznych pisemkach, wykładanych nieśmiało w kioskach i bardziej śmiało na przykościelnych kiermaszach. Był czas, gdy publikowane w internecie „listy nazwisk Żydów rządzących Polską”, stanowiły przedmiot drwin i żartów. Był w końcu czas, kiedy sięganie po argument pochodzenia w oczywisty sposób eliminowało z demokratycznej gry, tego kto sięgał...

To wcale nie było tak dawno. Lata 90. i pierwsza dekada nowego wieku dawały nadzieję, że z dyskusji publicznej uda się usunąć na margines, to co paskudne i budzące najgorsze historyczne konotacje.

Dziś widać, że warstwa przyzwoitości i cywilizacji okazała się cienką skorupą a plugastwo pomówień i antysemityzmu triumfuje bezczelnie, znajdując widać dobry dla siebie czas i klimat.

Atak na Ryszarda Schnepfa, ambasadora RP w USA, do którego sygnał dała „Gazeta Polska” musi budzić skojarzenia z marcem 1968, czasem nagonki władzy na resztki ocalałych po wojnie Żydów. Nagonki wspieranej przez dużą część społeczeństwa.

Sprawa Schnepfa nie jest wyjątkiem. Dziennikarka rozliczająca dyplomatę za życiorysy jego ojca i matki, wcześniej napisała książkę, gdzie pilnie ujawnia żydowskie nazwiska tych, których nazywa „resortowymi dziećmi”. Nie spotkał jej za to ostracyzm czy potępienie. Wielkie sieci księgarskie sprzedawały ten produkt bez żadnego wstydu, a prezes partii rządzącej, greps o „resortowych dzieciach” upodobał sobie i powtarza go w wywiadach.

Nigdzie w Europie, w tej części Europy, do której przez dziesiątki lat aspirowaliśmy, antysemityzm i ksenofobia nie mają się tak dobrze jak u nas. Napisy o „do gazu” na polskich murach, faszyzujący kibole, mordercy ocalałych Żydów czczeni jako „Żołnierze Wyklęci”, politycy sięgający po najbardziej podłe i argumenty...

To wszystko tworzy obraz kraju, za który można się już tylko wstydzić.

Niech w tym wstydzie nie będzie jednak rezygnacji. Raczej niech zrodzi gniew.

Spisujmy „czyny i rozmowy”. Na resztę przyjdzie czas.

Uchodźcy w oczach wolontariuszki z wyspy Lesvos

czuchnowski

Zapiski z wyspy Lesvos

Moja Córka, Maria Czuchnowska,  2 miesiące pracowała jako wolontariuszka w obozie dla uchodźców na greckiej wyspie Lesvos. Takich osób jak ona było tam kilkadziesiąt. Wiek- od 20 do 60 lat. Głównie Europejczycy, ale też Amerykanie. Organizowali  życie w dwóch obozach, sami płacili za swoje utrzymanie i mieszkanie.
Od ub. roku przez Lesvos, która jest jednym z głównych punktów na szlaku przerzutowym do Europy, przewinęło się setki tysięcy osób z Syrii, Pakistanu, Afganistanu i in. Przepływają łodziami z Turcji, potem władze wyspy promami przewożą ich na kontynent. Od kilkunastu dni droga do Grecji jest dla nich zamknięta a Grecja, deportuje ich z powrotem.
Zapiski M.pochodzą z marca tego roku.

12 marca
Wczoraj policja próbowała po cichu aresztować Pakistańczyków. Na razie potrzebowali tylko 17, żeby dopełnić prom, na którym wciąż były puste miejsca. W ten sposób udało im się deportować wszystkich, którzy, wcześniej zachęceni obietnicami "nie uciekajcie, jesteśmy przyjaciółmi", zgodzili się nocować w głównym
obozie. Policja przyszła do chłopaka od nas i poprosiła go, żeby "wziął 15 osób na spacer, tylko do bramy, oni zajmą się resztą, on nie musi niczego wiedzieć". Kiedy odmówił, zaczęli szukać innego sposobu. Naprawiałam
akurat namioty na górze, gdzie z reguły nie ma żadnych wolontariuszy i zupełnie przypadkiem zobaczyłam jak łapią Pakistańczyka, który akurat wychodził z toitoia. Zaczęli mu wciskać jakiś kit, straszyć że go
aresztują, ale jeśli przyprowadzi kolegów, wszystko będzie ok. Podeszłam bliżej i nadałam wiadomość przez radio, tak żeby mnie słyszeli. Wtedy policjanci zmienili trasę i zaczęli udawać, że chcieli to zrobić
jawnie.
Zebrali Pakistańczyków na środku obozu i powiedzieli, że ci, którzy pójdą z nimi, nie zostaną deportowani. Że zostaną zarejestrowani jako Afgańczycy lub Irańczycy. To samo próbowali wmówić nam. Pierwszy raz spotkałam się z sytuacją, w której przedstawiciele, bądź co bądź władzy, posługują się zwyczajnym kłamstwem, bez żadnych osłonek, bezczelnie i jawnie.
Było coś niesamowitego w sposobie w jaki to się odbyło. Grupa kilkudziesięciu mężczyzn stała i
słuchała policjantów, ale patrzyła na nas. Ci, którzy już zaczęli iść w stronę rejestracji zatrzymali się na jeden nasz gest, nawet nie słowo. Wiedzą, że jesteśmy po ich stronie i w tym momencie ufają nam
bezgranicznie. Zwłaszcza po ostatniej nocy...Widząc, że jednego chłopca wyciągnęli siłą z małego namiotu, zgromadziliśmy ich wszystkich na dole (obóz ma dwa "piętra"), po naszej stronie. Policja przyszła znowu,
grożąc, że mamy sami wybrać 10 osób, bo inaczej otoczą obóz i aresztują wszystkich. Trzymaliśmy straże całą noc, ludzie spali zgromadzeni w jednym miejscu, w namiocie kuchennym, przy ogniskach, w
namiocie informacyjnym. Ostatecznie prom odpłynął bez 10 pasażerów, a następny jest dopiero w sobotę, więc mamy trochę czasu.
A ja ciągle mam skojarzenia z Holocaustem. Selekcja. Łapanki. Kłamstwa. I deportacja do Turcji znanej ze swojego głębokiego poszanowania dla praw człowieka.
****
Nie możemy tego powstrzymać, ci ludzie zostaną deportowani i nikt nie mrugnie nawet okiem. Jesteśmy z nimi szczerzy, ale oni chyba nie rozumieją. Boję się, też że uwierzyli, że jesteśmy w stanie im pomóc,
obronić ich tak jak wczoraj. Boję się, że poczują się bardzo zdradzeni, kiedy nastąpi to co nastąpi.
Angelina Jolie miała dzisiaj odwiedzić nasz obóz - w tym samym czasie Pakistańczycy planowali
protest, wiec mieliśmy nadzieje, że to przyciągnie uwagę mediów i opinii publicznej. Ale odwołała wizytę. Może to nawet dobrze, nie mamy tu żadnych słodkich dzieci ani niczego równie fotogenicznego.

Tylko bardzo smutnych mężczyzn.

14 marca
****
Dużo ostatnio myślałam, tak strasznie nienawidzę tego, co się dzieje. Przed przyjazdem na Lesvos byłam pewna, że rozumiem. Że jestem – jak nie znoszę tego słowa – tolerancyjna. Teraz patrzę wstecz ze wstydem. Może nie mówiłam tego głośno, może nawet nie nazywałam tak tego w myślach, ale gdzieś w mojej świadomości istniał
problem uchodźców.
Teraz rozumiem. To nie Europa ma problem. Problem ma kurdyjski chłopak, który od 2 miesięcy śpi na półce w magazynie z ubraniami. Świetnie pływa, kiedy jego łódka tonęła zdołał uratować dwie dziewczynki, ale ich siostrzyczka utonęła. Kiedy zasypia ciągle słyszy jej płacz. Nienawidzi morza.
Problem ma irański weterynarz, prześladowany i torturowany ze względu na swoją wiarę. Śpi w małym namiocie na wzgórzu, jego radio jest zawsze włączone, na wypadek gdyby ktoś w obozie potrzebował tłumacza o 4 w nocy. Problem ma 757 Pakistańczyków, którym grozi deportacja do Turcji, bezpiecznego kraju,
w którym pracodawca może bez żadnych konsekwencji rozłupać ci czaszkę kamieniem, jeśli upomnisz się o zapłatę za 2 miesiące ciężkiej pracy.Na oczach twojej żony i dzieci.
Problem ma Afgańczyk, którego całą rodzinę pochłonęły fale Morza Egejskiego.
Problem ma 15 tysięcy ludzi stłoczonych na granicy macedońskiej. Bez dachu nad głową, bez jedzenia, bez butów.
Próbowano im „pomóc” przy użyciu gazu łzawiącego i gumowych kul, byli zachwyceni, szczególnie małe dzieci. Problem ma pakistański chłopak wyciągnięty siłą z namiotu, żeby dopełnić prom
płynący do Turcji. Problem ma jego młodszy brat, który od tej nocy nie powiedział ani słowa. Problem ma Marokańczyk, który po 3 miesiącach starania się o azyl w końcu postanowił popełnić samobójstwo. Problem
ma irańska kobieta, która uciekła przed własnym bratem, bo chciał zabić jej syna tylko dlatego, że ośmieliła się związać z chrześcijaninem.
***
Problemu nie mam ja, młoda kobieta otoczona przez 800 muzułmańskich mężczyzn, przed którymi tak bardzo chcą bronić mnie waleczni polscy patrioci. Zachęcam do przyjazdu, będą mieli okazję się wykazać. Od pięciu tygodni, każdej nocy przebywam w otoczeniu gwałcicieli i terrorystów, którzy jakoś ani nie gwałcą, ani nie
odcinają głów, ani nie wysadzają się w powietrze.
Mimo wycieńczenia i głodu, ponieważ nie mają jak się odwdzięczyć, oddają mi część swojego skromnego dobytku. Rękawiczki, czekoladę, połowę kolacji. Pomagają dźwigać ciężkie worki ze śmieciami, stawiać nowe namioty. Wtedy nie rozumieją, kiedy kobieta mówi nie. To pewnie kwestia obcej, wrogiej kultury. Polscy patrioci są silni i odważni, z pewnością poradzą sobie z rozpalaniem ognisk i oklejaniem workami na śmieci gównianych „wodoodpornych” chińskich namiotów, które przysyła nam Europa.

****
16 marca.
Imigranci po nocnych rajdach policji urządzili protest. O godzinie 15 zgromadzili
się przed głównym namiotem wolontariuszy. Usiedli na ziemi, skandowali hasła pełne nienawiści dla wspaniałej kultury białego człowieka. Do najgorszych należały „Europe, where’s your humanity?”, „Thank you
Greece, Europe please”, “Deportation to Turkey is equal to death” i “My heart Europe”. Przez dwie godziny wygrażali wolontariuszom, krzycząc “Volunteers thank you”.
Niektórzy z nich płakali, co jest dla Europy niefajne, bo nieładnie wygląda na zdjęciach. Europa woli,
kiedy ciemne męskie twarze stygną w groźnych grymasach, wtedy te twarze można bezpiecznie odesłać tam skąd przyjechały – ze względów bezpieczeństwa.
Na szczęście nie ma u nas kobiet i dzieci, oszczędziło to problemu Angelinie Jolie, która w swojej wizycie na Lesvos nie uwzględniła naszego obozu. Smutnego mężczyznę ciężko adoptować. Część kobiet i dzieci w pojechało dalej,  zagrażać granicy, gdzie zdychają z głodu i zimna, bo 28 demokratycznych krajów Unii Europejskiej nie chce ich wpuścić.
***
Mam ochotę napisać „Pierdol się Europo”, ale wezmę przykład z Pakistańczyków. Nie ma w nich agresji. Jest żal, rozgoryczenie, strach. I prośba – Obudź się, Europo, otwórz granice.

18.marca

Unia Europejska podpisała porozumienie z Turcją. Tak się złożyło, że mój ostatni dzień na Lesbos był także ostatnim dniem dla
Better Days of Moria, nieoficjalnego obozu, w którym spędziłam ostatnie tygodnie. 20 marca uchodźcy przebywający nielegalnie na
naszym terenie wspólnie podjęli decyzję o dobrowolnym poddaniu się aresztowi. Swój wybór uzasadnili między innymi tym, że nie chcą narażać nas na interwencję policji. Poprosili o powiadomienie władz. Następnego dnia pożegnaliśmy naszych przyjaciół. Kiedy szłam z nimi do bramy, prosili o zapewnienie, że wszystko będzie dobrze. Chciałam przytaknąć, dla nich i dla siebie, ale pamiętałam jedną zasadę "nigdy nie udzielaj informacji, której nie jesteś pewna". 23 marca przeczytałam, że 150 z nich odtransportowano do portu. Pod strażą i w kajdankach.Destynacja nieznana. Centrum rejestracji Moria zamieniono obecnie w ośrodek zamknięty. Organizacje pozarządowe poproszono o opuszczenie jego terenu. Brakuje jedzenia i wody pitnej, ludzie śpią na ziemi Lekarze bez Granic podjęli decyzję o zakończenie działalności na terenie ośrodka, oświadczając, że nie mogą być częścią planu, który
uważają za niesprawiedliwy i nieludzki. Przyszłość prawie 50 tysięcy uchodźców zgromadzonych w centrach na terenie Grecji stoi pod znakiem zapytania. Idomeni już teraz przeprasza za Brukselę, a ja wiem, że kiedy już problem zniknie, Bruksela z bezpiecznej perspektywy czasu przeprosi za Idomeni.
Prawdopodobnie wrócę do Polski tylko na 3/4 tygodnie, sytuacja w Grecji jest coraz gorsza, a mam teraz pewne doświadczenie i wiem, że mogę się przydać.

Gdzie żył Jarosław Kaczyński?

czuchnowski

Dzień dobry, po urlopowej przerwie od polskiej polityki i internetu. Prezes jak zwykle nie zawodzi i dostarcza tematów :)

 

Jak Kaczyński był wyjęty spod prawa

W piątek na antenie Superstacji będzie można obejrzeć wywiad z Jarosławem Kaczyńskim. Na razie rozmowa promowana jest fragmentem, w którym prezes PiS dzieli się opiniami o polskiej rzeczywistości po upadku PRL: "W Polsce po '89 roku przyjęto, że tak naprawdę prawa ma jedna część społeczeństwa, a ta druga o innych poglądach, innych opcjach praw nie ma, w każdym razie w żadnym wypadku nie ma prawa rządzić, a przez dłuższy czas przecież właściwie głoszono, że nie ma prawa być opozycją".


Nie jest to nawet opinia. Kaczyński mówi tak, jakby przedstawiał fakty, a Polska ostatniego ćwierćwiecza była krajem, gdzie on sam i jego zwolennicy żyli w podziemiu, pozbawieni wszelkich praw. Prawdopodobnie Kaczyński sam w to wierzy, a swoje słowa kieruje do widzów, którzy tak jak on wyparli z pamięci, jak to było. "Naprawdę" właśnie.

Wyjęci spod prawa rządzą Polską

A było tak: od 1989 r.  Jarosław Kaczyński, jego brat Lech oraz ich najbliżsi współpracownicy mieli znaczący udział w trzech rządach: Jana Olszewskiego (1991- 92), Akcji Wyborczej Solidarność (1997-2001) i w rządzie PiS-LPR-Samoobrona (2005-07). W 1990 r. bracia Kaczyńscy byli liderami zwycięskiego obozu prezydenta Lecha Wałęsy, obejmując w jego kancelarii ministerialne stanowiska.

W latach 2006-07 Jarosław Kaczyński był premierem, a jego brat prezydentem RP od 2005 do 2010 r.

Prawicowe media obozu Kaczyńskiego

Wychodzi jakieś siedem lat u władzy, również na najwyższych stanowiskach. Jak na wyjętych spod prawa - nieźle.

A może chodzi o to, że obóz Kaczyńskiego był odcięty od mediów i pieniędzy? Hm... Po upadku PRL gazety, które były wcześniej własnością państwa, zostały rozdzielone pomiędzy partie polityczne. Środowisko Porozumienia Centrum, pierwszej partii braci Kaczyńskich, dostało na własność "Express Wieczorny", wysokonakładową popołudniówkę, odpowiednik dzisiejszego "Faktu". Innym partiom prawicy przypadły takie tytuły, jak: "Życie Warszawy", "Sztandar Młodych", tygodnik "ITD" plus kilka dzienników regionalnych. Kaczyński został też redaktorem naczelnym "Tygodnika Solidarność", wtedy znaczącego pisma obozu sprawującego władzę.

Bardzo szybko przejęte przez prawicę tytuły upadły lub zostały sprzedane zagranicznym koncernom. Partia Kaczyńskiego zdołała z tego zachować należące do "Expressu" nieruchomości, które do dziś stanowią jej podstawowy majątek.

Ale mniejsza o gazety, liczy się przecież telewizja. Tyle że tutaj też trudno mówić, że prawica była pokrzywdzona. Za rządów AWS w projekt Telewizji Familijnej skarb państwa wpompował dziesiątki milionów złotych. Też nie wyszło. Tak jak nie wyszła cała masa zapomnianych już prawicowych inicjatyw medialnych: "Tygodnik Spotkania", "Ozon",Radio "Solidarność, "Życie". Niektóre, jak "Dziennik Polska - Europa - Świat", należały do zagranicznych koncernów, które utopiły w nich duże pieniądze.

Wyszła za to całkiem nieźle sprzyjająca PiS TV Trwam, wyszło Radio Maryja, które w niektórych regionach Polski słychać na kilku zakresach fal radiowych. No i oczywiście telewizja publiczna, w której środowisko bliskie Kaczyńskiemu rządziło w sumie około dziewięciu lat, licząc prezesurę TVP Wiesława Walendziaka, a potem prezesów pisowskich i postpisowskich (jeszcze parę lat po przegranych przez PiS wyborach).

Jak rozumieć lata władzy, której niby nie było

Politycy PiS często głoszą poglądy, z których potem się wycofują, oskarżając dziennikarzy o manipulacje i wyrywanie słów z kontekstu. Jeśli Kaczyński porównuje opozycję do współpracowników gestapo, to w gruncie rzeczy dzieli się historyczną refleksją bez żadnych odniesień. A gdy Macierewicz grzmi o rosyjskim "zamachu nad Smoleńskiem", to ma na myśli "zamach medialny". Słowa PiS, tak jak przypowieści biblijne, wymagają specjalnego tłumaczenia, egzegezy.

Tak też musi być w przypadku cytatu o "Polsce po '89 roku". Tutaj kluczem do zrozumienia prezesa jest słowo "naprawdę" ("w Polsce po '89 roku przyjęto, że tak naprawdę prawa ma jedna część społeczeństwa, a ta druga o innych poglądach, innych opcjach, praw nie ma").

Rozumieć to trzeba tak, że te blisko siedem lat rządów, stanowiska w państwowych urzędach, w międzyczasie mandaty poselskie i senatorskie, wielkie tytuły prasowe, lata kierowania TVP i Polskim Radiem oraz wart dziesiątki milionów złotych majątek - to wszystko nie było "naprawdę".

"Naprawdę" ma być dopiero teraz.

PS: Tekst ukazał się na wyborcza.pl, tu dodam tylko, diagnozę z własnych obserwacji: przez wiele lat prawicę w mediach wyróżniały dwie cechy: nieudacznictwo i pazerność. Obie skumulowały się przy projekcie Dziennik. Polska-Europa-Świat. W 2006 r. Axel Springer dał na niego gigantyczne pieniądze licząc na profesjonalizm środowiska dziennikarzy związanych z PiS, które po raz pierwszy zdobyło władzę. Ci w pierwszym rzędzie poprzyznawali sobie ogromne pensje a potem przez dwa lata radośnie trwonili niemiecką kasę. Skończyło się stratami rzędu 75 mln. Euro, dla których uzupełnienia Axel musiał sięgnąć do specjalnych rezerw koncernu. 



Odwaga cywilna w TVP

czuchnowski

Trzy dziennikarki TVP Info - Izabela Leśkiewicz, Magdalena Siemiątkowska i Małgorzata Serafin - wzięły sobie do serca, często nadużywane słowa Władysława Bartoszewskiego, że warto być przyzwoitym. Może też wiersz Zbigniewa Herberta (jeszcze bardziej nadużywany)  o kwestii smaku. 

W sobotę sprzeciwiły się propagandowemu poleceniu komisarzy politycznych, by zamiast relacji z  marszu w obronie demokracji, zrobić materiał o tym, że za czasów poprzednich rządów policja strzelała do demonstrantów. Nie chciały wydawać reporterom poleceń by protestującym przeciwko polityce PiS zadawali absurdalne pytania...Postawiły  się, wiedząc że przegrają.

Reakcja była natychmiastowa: zwolnienie z pracy. A zaraz po nim kłamliwe tłumaczenia kierownictwa, fałszywe oskarżenia, fala hejtu i pogardy od tych, którzy jeszcze niedawno nazywali się "niepokornymi", a dziś wspinają się na szczyty służalczości.

Również milczenie środowiska.

Każdy ma swoje granice tolerancji na skurwysyństwo i świństwo. Dziennikarki Info dotarły do niej akurat w tą  sobotę.

Herbert nie miał racji. "Odmowa, niezgoda i upór" wymagają charakteru. Upieram się, że wielkiego. To nigdy nie jest łatwe. Poczucie, że postąpiło sie słusznie jest bezcenne, ale potem przychodzi czas, gdy trzeba szukać pracy, walczyć o przetrwanie. I ciągle wierzyć, że było warto, już nie w imię zasad, dawania świadectwa,  ale po prostu  dla siebie...

Lawina i kamienie

© Wojciech Czuchnowski
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci