Menu

Wojciech Czuchnowski

WILK TYŁEM, czyli moje nie zawsze słuszne poglądy na wszystko

Mój sprzeciw obywatelski w rocznicę śmierci Barbary Blidy.

czuchnowski

IMG_354911

Dziś  rano przeprowadziłem akcję plakatowo- ulotkową pod Ministerstwem Sprawiedliwości. Pomiędzy godz. 7.20 a 8.20 rozkleiłem na budynku ministerstwa i w jego bezpośredniej okolicy 65 plakatów formatu A3, A4 oraz A 6. Na plakatach było zdjęcie Barbary Blidy, data jej śmierci oraz napis: "jej krew na rękach Zbigniewa Ziobry". Potem rozdałem, w Alejach Ujazdowskich ok. 200 ulotek, które z jednej strony miały kopię plakatu a z drugiej tekst wyjaśniający następującej treści: 

9 lat temu zginęła Barbara Blida, działaczka lewicy, była posłanka SLD, minister gospodarki i budownictwa w latach 1993-96

Okoliczności jej śmierci nie są do końca wyjaśnione: zginęła od strzału z własnej broni, gdy do jej domu wkroczyli agenci ABW z nakazem zatrzymania i doprowadzenia do prokuratury. Według oficjalnej wersji popełniła samobójstwo, jednak szereg okoliczności (zacierane śladów przez funkcjonariuszy, utrudnianie postępowania) wskazuje, że strzał mógł paść w trakcie szamotaniny z agentką ABW.

Polityczną i moralną odpowiedzialność za śmierć Barbary Blidy ponosi ówczesny rząd PiS, oraz sprawujący w nim funkcję Prokuratora Generalnego Zbigniew Ziobro.

- do zatrzymania doszło za zgodą i wiedzą Ziobry oraz na skutek nacisków jego najbliższych współpracowników.

- po zatrzymaniu Barbary Blidy, Ziobro planował konferencję prasową, na której miał ogłosić swój sukces w walce z „ układem”.

- zdjęcia z zatrzymania miała pokazać telewizja publiczna, film dla TVP robiła specjalna ekipa z ABW.

 Tragicznie zakończona akcja ABW nie była potrzebna z punktu widzenia śledztwa prowadzonego przeciwko Barbarze Blidzie.

 Posłankę można było wezwać w normalnym trybie, tak jak robiono to już wcześniej.

 Zatrzymanie było potrzebne wyłacznie jako część spektaklu propagandowego.

 Mimo obciążających go ustaleń sejmowej komisji śledczej , Zbigniew Ziobro nie poniósł żadnych konsekwencji karnych lub politycznych.

 Nigdy też nie przeprosił za śmierć Barbary Blidy.

 Dzisiaj ponownie pełni funkcję Ministra Sprawiedliwości i Prokuratora Generalnego a przeforsowana przez obecny rząd PiS ustawa o prokuraturze zapewnia mu bezkarność dając możliwości ręcznego sterowania śledztwami.".

Opisana tu akcja jest wyrazem mojego osobistego sprzeciwu obywatelskiego wobec bezkarności osób politycznie i moralnie odpowiedzialnych za śmierć Barbary Blidy. Jest również wyrazem bezsilności wobec niszczącej polską politykę zasadę nie ponoszenia odpowiedzialności przez osoby pełniące funkcje publiczne. 

Nie przeprowadziłem jej jako dziennikarz Gazety Wyborczej, redakcja nie była o niej poinformowana. Ponoszę pełną i wyłączną odpowiedzialność za kolportowane treści.

Decyzję podjąłem dowiedziawszy się, że mimo szczególnej w tym roku rocznicy śmierci Blidy (osoby które ją zaszczuły stoją znów na czele resortu sprawiedliwości) nikt (łącznie z SLD)nie ma zamiaru przypomnieć o tragedii, do której w 2007 r. doprowadziła obsesją PiS ścigania za wszelką cenę układu. Nie liczono się wtedy z tym, że za rzekomymi aferami stoją żywi ludzie, i któryś z nich  -tak jak Barbara Blida- może nie wytrzymać.  

Plakaty wiszą w Alejach Ujazdowskich i na Koszykowej, Najszybciej zniknęły z bram wjazdowych ministerstwa i przystanku przy nim. Ale na wejściu od Koszykowej były jeszcze o godz. 8.30.

 

 

 

 

 

9 lat temu zginęła Barbara Blida

czuchnowski

 Blida: spokojny sen Ziobry

 9 rocznica śmierci Barbary Blidy ma w tym roku wymiar symboliczny. Znów u władzy są politycy, których chore ambicje i obsesje doprowadziły do tragedii. Polską rządzi Jarosław Kaczyński. To on w 2007 r. jako premier domagał się ścigania „układu” . Gdy dowiedział się, że Blida ma być zatrzymana, decydował czy wyprowadzać ją w kajdankach, czy bez.

Ministrem sprawiedliwości i Prokuratorem Generalnym ponownie jest Zbigniew Ziobro. To on wybrał byłą posłankę SLD, by przynieść Kaczyńskiemu na tacy poszukiwany „układ”. Decydował o wszystkim: kiedy zatrzymać Blidę, kto ma prowadzić śledztwo, jakie postawić jej zarzuty.

25 kwietnia 2007 r, szykował konferencję prasową, na której chciał ogłosić swój pierwszy sukces. O jego oprawę miała zadbać telewizja publiczna (za chwilę narodowa) Specjalnie ustawiona przed wejściem do domu Blidów ekipa ABW miała sfilmować wyprowadzenie zatrzymanej a potem nagranie przekazać TVP...

Prokuratorem Krajowym jest   przyjaciel Ziobry, Bogdan Święczkowski, wiosną 2007 r. szef ABW, sterujący śledztwem, wydający instrukcje prokuratorom z Katowic.

Zatrzymanie Blidy było akcją czysto propagandową. Wcześniej stawiała się w prokuraturze na normalne wezwania. Stawiłaby się i teraz. Ale to miała być pokazówka, przed konferencją ministra. Potem być może areszt wydobywczy, kolejna specjalność rządów PiS.

Barbara Blida pokrzyżowała te plany. Ambitna Ślązaczka sięgnęła po broń. Wolała śmierć niż publiczne upokorzenie, które czekało ją po zatrzymaniu.

Nie było konferencji i ogłaszania sukcesu. Były tchórzliwe tłumaczenia oraz haniebne i fałszywe oskarżenia pod adresem Blidy, wygłaszane przez Ziobrę z trybuny sejmowej.

Jeszcze po śmierci byłej posłanki PiS-owskie służby próbowały zbierać dowody jej „winy”.

Zaraz po tragedii, Cezary Grabarczyk z PO powiedział, że „PiS ma krew na rękach...”

Ani Ziobro ani Kaczyński ze Święczkowskim nigdy nie przeprosili za tą śmierć.

Po wyborach 2007 r. sejmowa komisją śledcza zebrała mocne dowody na moralną i polityczną odpowiedzialność Ziobry za tragedię. Niestety komisja pracowała zbyt długo, a potem opieszałość rządzącej PO sprawiła, że w nieskończoność wlokły się procedury postawienia Ziobry przed Trybunałem Stanu.

Przedostatni akord wybrzmiał latem 2014 r. . Nieobecność kilku posłów Platformy na głosowaniu w Sejmie, pogrzebała szansę na rozliczenie Ziobry i jego metod.

Akordem ostatnim było ponowne mianowanie Ziobry szefem resortu sprawiedliwości i Prokuratorem Generalnym rządu PiS.

To może najbardziej ponura nominacja w tym gabinecie.

PiS na powrót upolityczniło prokuraturę. Dzisiaj Zbigniew Ziobro może znów ręcznie sterować śledztwami i publicznie miotać oskarżenia. W rocznicę śmierci Barbary Blidy bezkarność Ziobry jest policzkiem dla jej pamięci i kpiną z elementarnej sprawiedliwości. 

Ciekawe czy tej nocy będzie spał spokojnie...

Kinder Eingang (taki kawałek)

czuchnowski

KINDER EINGANG (fragment większej całości

Stacja benzynowa na trasie pomiędzy Fuldą („Fulda- twarda-mocna-niemiecka”) a Eisenach (Wartburg a może Trabant, odpowiedź NRD na mercedesa i volkswagena) należała do tych świeżo przebudowanych. Centralnym punktem była ubikacja a właściwie kompleks higieniczny z prysznicami, samomyjącym się deskami klozetowymi, przewijakami dla niemowląt (w części dla niepełnosprawnych) i sex automatami ( w części męskiej) które oprócz tradycyjnych prezerwatyw oferowały poszerzony asortyment takich akcesoriów jak żel nawilżający, mini wibrator, a nawet wibrator analny.

Salomon (w paszporcie Stanisław) zawsze oglądał te automaty i gdy miał okazję rozmawiać z Niemcami czy Austriakami obiecywał sobie, że zapyta, dlaczego akurat tylko w męskich toaletach sprzedawane są sex-przedmioty, używane przecież do relacji hetero, o czym świadczyły wizerunki cycatych kobiet w jednoznacznych pozach na opakowaniach. Tak było w latach 90. ( ubiegłego wieku, ale nigdy nie nazywał go ubiegłym wiekiem. To był jego wiek, XX, ten kolejny XXI był tylko przedłużeniem, formalnością) gdy w raczej niewielkich maszynach umieszczanych gdzieś między pisuarami a umywalką można było- jeszcze za marki- kupić zwykłe prezerwatywy i tak jest dzisiaj, gdy sex-automaty pysznią się wielkością i bogactwem asortymentu. O czym to świadczy?- zastanawiał się- że nawet w czasach ofensywy gender, LGBT i tym podobnych dziwactw te urządzenia nadal stoją tylko po męskiej stronie a strona damska oraz dziecięco-niepełnosprawna są ich pozbawione. Nigdy nie zapytał o to niemcoaustriaków, Niemców po prostu...zawsze zapominał, zawsze było coś ważniejszego.

Mógł tylko snuć swoje teorie np. o tym, że to kulturowy znak męskiej dominacji, świata w którym mężczyzna decyduje i wybiera- z prezerwatywą czy bez, dać życie czy tylko się wspólnie ze swoją frau zabawić, zadbać o zdrowie czy pójść na ryzyko. I oczywiście tylko seks hetero. W Hiszpanii przy kasie w markecie widział kiedyś specjalne prezerwatywy dla gejów, „podwójnie wzmocnione”. Tu, w kraju Goethego (skąd do cholery ten Goethe ciągle, nikt tego od co najmniej pół wieku nie czyta) i Hitlera (Hitler co innego, wciąż aktualny) coś takiego było nie do pomyślenia. Nie na stacji.

Nie musiał pytać Niemców czy Austriaków o to, czy automaty z kondonami w męskiej mogą służyć natychmiastowej i na miejscu realizacji potrzeb seksualnych. Seks w toalecie na niemieckiej tankstelle nie wchodził w grę. Nie dość, że kabiny odizolowane są cienkimi ściankami (odgłosy srania, pierdzenia, plusk spadającej do wody kupy) to jeszcze drzwi kończą się 20 centymetrów od ziemi. Widać by było nogi...bez sensu. No i jeszcze babcie klozetowe (często w wydaniu męskim) stojące przed wejściem i wymownie spoglądające na talerzyk w oczekiwaniu na eurocenty a wcześniej fenigi uiszczane „co łaska” za skorzystanie z przybytku (Niemiec płaci, Polak woli nie) One- oni na pewno protestowaliby przy próbach wprowadzenia w męską część niezbędnej do seksu w kabinie kobiety lub wejścia mężczyzny w część damską.

Seks w germańskiej toalecie na przynależnej do stacji benzynowej nie wchodził w grę.

Więc może inna teoria odnośnie tych automatów.....

Ale na świeżo przebudowanej tansktelle koło Fuldy ani sex automaty ani nawet zmyślna maszyna do czyszczenia deski klozetowej nie przyciągnęły uwagi Stanisława.

Bo było coś innego.

Był kinder eingang. Zobaczył go od razu. Kryzys sprawił, że na większości nowoczesnych niemieckich stacji zrezygnowano z toalet darmowych,   płatnych co łaska, do talerzyka z brzękiem eurocentów a wcześniej fenigów. Zrezygnowano też ze smutnych mężczyzn i kobiet, wymownie patrzących na talerzyki a w przerwach sprzątających po klientach, tak by wszystko lśniło i pachniało.

Więc już żadna tam łaska, tylko płatne obowiązkowo i to najdrożej w Unii- 1 a czasem nawet 2 euro. Dla Niemca nic. Dla Polaka dużo. Za dużo...

W rejon toalet chętnych na sranie, sikanie czy choćby umycie rąk zaczęły wpuszczać bezwzględnie egzekwujące należność automaty, uchylające jak metrze metalową zaporę po uiszczeniu należności.

Oczywiście były wyjątki. Niepełnosprawni mają za darmo (wpuszcza ich specjlaym wejściem pracownik stacji) no i jest wejście dla dzieci. Ustawiona obok bramek śluza zrobiona z kolorowej planszy, w której wycięto sylwetkę wzrostu do 110 cm. Każdy kto mieści się w otworze przechodzi gratis.

Stanisław widzi jak na oko czterdziestoletni Niemiec przymierza swojego syna do otworu, jak dziecko próbuje nawet trochę zniżyć głowę, ale jednak się nie mieści, więc obaj grzecznie idą przez główne wejście i płacą po 1 Euro. Młodszy braciszek, pod opieką matki za chwilę spokojnie zmieści się w kinder eingang i będzie miał ubikację za darmo.

Stanisław- na oko 70 letni- naprawdę ponad 15 lat starszy, rocznik 1930, urodzony w Warszawie, już nie jest Stanisławem. Stoi przed kinder eingang nie widząc już kolorowego wejścia w kształcie małego człowieczka. Jest na rampie w Brzezince (niemiecka nazwa Auschwitz-Birkenau, współczesna polska też,żeby nie stygmatyzować mieszkańców tych sympatycznych miasteczek)Jest na rampie w Brzezince. Ma 8 lat, metr czterdzieści wzrostu i widzi jak Jakub (po wojnie może byłby Janem albo Jurkiem) jego młodszy brat wspina się na palce by dotknąć jednak głową powieszonego na wysokości 110 cm. sznurka. Jak dotknie to razem z Salomonem pójdzie do baraku, by tam trochę popracować na chwałę Wielkich Niemiec, jak nie dotknie, to razem z mamą, która trzyma na ręku najmłodszą w rodzinie Helkę (po wojnie byłaby Helena, żaden problem) będzie miał darmowe wejście po prysznic. Jakub- niedoszły Janek- nie chce pod prysznic, nawet darmowy, nigdy nie lubił się myć, jak to dziecko. Staje więc na palcach, by jednak dotknąć tego sznurka, nie chce zmieścić się pod gratisowym przejściem zrobionym przecież specjalnie dla takich jak on, dla dzieci, bo przecież musi być jakiś porządek i gdy jedni nadają się jeszcze przez chwilę do pracy (110 cm, wzwyż) to inni od razu kierowani są do zbiorowych kabin, ci poniżej 110 cm. kobiety w ciąży i starzy, powyżej 65 lat (wzrost nieważny) dostaja też darmowe mydło i darmowego fryzjera, a gdy wejdą już do zbiorowej kabiny z żelaznymi drzwiami i sitkami pryszniców u sufitu, to stojący na dachu wujkowie Helmut i Hans wsypią im przez specjalne otwory najnowszy produkt Bayer GmBH, cyklon.....Po to jest kinder eingang, żeby był porządek i kążdy wiedział, gdzie jest jego miejsce. Miejsce Mamy, Helci i Jakuba w komorze gazowej, miejsce Salomona w baraku, miejsce ich wszystkich potem w piecu kremarotoryjnym. No to ostatnie akurat im się nie udało, bo Salomon nie dołączył do Mamy, Helci i Jakuba przez komin do żydowskiego nieba, tylko przeżył te następne 71 lat od 1943-go i teraz na stacji pod Fuldą widzi jak historia powtarza się, tylko nieco inaczej, bo teraz mały Otto, Uwe czy Gunther chciałby jednak zmieścić się pod miarką i bezpłatnie przejść przez kinder eingang,ale mu się nie należy, wiec jednak zapłaci i razem z tatą pójdzie do baraku. A Stanisław popatrzy na to i prawie głośno po polsku powie „co za szwabskie kurwy”....

Głupi hejt na Niemczyńską

czuchnowski

Przygnębiająca jest nagonka na reportaż Małgorzaty Niemczyńskiej o Agacie Dudzie w Magazynie Świątecznym. Z całego tekstu wyciągnięto dwa fragmenty,  mające być dowodem "świństwa" i "dna" na które autorka ciągnie Gazetę, czytelnika i w ogóle cały świat.

Schemat nagonki jest podobny jak kiedyś przy tekście Newsweeka o rodzinie prezydenta (tekst miał być antysemicki)

Wyciąga się kawałek, który odpowiednio zinterpretowany ma być pałką na autora.

Niemczyńska przytacza plotki, od miesięcy krążące o tajemnicach rodziny prezydenta, cytuje ich autorów- Zbigniewa Stonogę i niejaką Annę Nowak, już tylko przez to pokazując, że są one absurdalne.

Niemczyńska opisuje rzeczywistość, której elementem są mity i legendy miejskie. Krążą one i zawsze krążyły o wszystkich znanych i sławnych ludziach. W takim przytaczaniu celem autora nie jest uwiarygodnianie plotki, lecz pokazanie klimatu wokół bohatera. To też jest prawda. Nie o bohaterze (tutaj Agacie Dudzie) lecz o świecie, który go otacza. 

Takie plotki jak o AD, były i będą zawsze. Raz były śmieszne, raz smutne, raz absurdalne raz z ziarnem rzekomej prawdy: Piłsudski miał umrzeć na syfilis, Anna Jantar wcale nie zginęła w katastrofie, lecz porwał ją szejk, Jan Paweł II miał "nielegalne" dziecko. Podobnie jak Bronisław Komorowski. Itd, itp. Mimo, że to nieprawda, to jest część rzeczywistości i element obrazu, który tworzy bohatera. 

Smutne, że trzeba to tłumaczyć.

Na czele nagonki stoją   publicyści, którzy bez słowa sprzeciwu przyjmują ekscesy lustratorów prawicowych gazet, wyciągających ludziom  rodzinne powiązania i żydowskie pochodzenie.

Szkoda, że przyłączają się do tego Ewa Milewicz czy Monika Olejnik.

Warto ze zrozumieniem i bez uprzedzeń przeczytać cały reportaż Niemczyńskiej.

Ten tekst jest o czymś zupełnie innym niż ploteczki o intymnych sprawach prezydenta i jego rodziny. I może dlatego wywołał taką wściekłość? 

 

Jezus w piekle (próba apokryfu)

czuchnowski

Jezus w piekle

 

Trzy dni pomiędzy śmiercią na krzyżu a zmartwychwstaniem Jezus Chrystus spędził w piekle. Tak mówią wszystkie ewangelie. Żadna jednak nie zajmuje się tym, co Jezus tam robił i co zobaczył. Wytłumaczenie jest proste: ewangelie opierają się na tym, co widzieli i słyszeli ich autorzy (nie bezpośrednio, bo przecież powstały długo po ich śmierci) Co słyszeli od Jezusa przede wszystkim. Ewangelie są zresztą dosyć skąpe w szczegółach, zwłaszcza w opisach świata przedstawionego, wspólczesnym wydarzeniom, rzeczywistości, tego wszystkiego co towarzyszyło głównemu wątkowi. Nie tylko nie wiemy co Jezus robił i co zobaczył w piekle, ale też nie dowiemy się, jakie wrażenie na mieszkańcach Jerozolimy wywarło to wszystko co wydarzyło się zaraz po tym, gdy (wspólnie z Rzymianami) wprowadzili w życie swój niezbyt mądry pomysł zamordowania Syna Bożego.

A więc jak wiemy z ewangelii, zaraz po wydaniu przez Jezusa ostatniego tchnienia rozpętała się burza, zgasło słońce a żywioły zniszczyły świątynię, w której rządzili faryzeusze   oraz kapłani, którzy wydali pana na śmierć.

Ale to przecież trochę mało. Nie wiemy na przykład jakie wpłynęło to na współczesnych, jak wielka była skala zniszczeń, czy ktoś (kto )zginął, słowem jak ten dosyć jasny znak od Boga został zinterpretowany, czy któryś z kapłanów przeszedł nawrócenie... czy ktokolwiek przeszedł nawrócenie. I tak dalej.

No i nie wiemy, co Jezus robił i widział w piekle. Nie mówią o tym nie tylko ewangelie ale też brakuje jakichkolwiek innych źródeł- apokryfów, nieautoryzowanych relacji...Nie zajmowali się taż tym na przestrzeni wieków teolodzy, filzofowie i pisarze. Nawet Bułchakow nie wpadł na to by zgłębić ten wątek...

No i sam Jezus. Nie uznał za stosowne podzielić się z uczniami tym co widział w piekle.

A może się podzielił, tylko wcześniej kazał im przysięgać, że nikomu nie opowiedzą? Raczej nie, Jezus dobrze znał ludzką naturę, wiedział, że tajemnica powierzona dwóm osobom przestaje być tajemnicą. A co dopiero dwunastu. Raczej więc zachował dla siebie to co zobaczył i przeżył przez te trzy dni.

 Jedno jest pewne. Po tym co zobaczył nie chciał już zbyt długo zostawać na ziemi. Odechciało mu się też zbawiać ludzkość. Załatwił parę niezbędnych spraw (rozmowa z apostołami, z matką) i wstąpił nieba, by zasiąść „po prawicy ojca”.

To też nie jest zbyt zrozumiałe, bo parzcież po zmartwychstaniu miałby potężny argument na dowód , że jest synem bożym oraz Mesajszem. Można przypuszczać, że np. jego ponowny wjazd do Jerozolimy wywarłby spore wrażenie i odebrał większość argumentów jego przeciwnikom. Nie mówiąc o Piłacie, który i tak miał szereg wątpliwości...

Ale Jezus wstąpił szybko do nieba. Nie chciał już dłużej być na ziemi i nie powiedział co zobaczył w piekle, jak mu minęły te trzy dni.

Jeżeli odrzucimy prostą wizję Dantego, że osoba, która zeszła do piekła i mogła się po nim w miarę swobodnie poruszać zobaczyła rzeczy oczywiste; czyli wszystkich złych ludzi, którzy odbywają swoje kary w podziale na kategorie....Plus oczywiście znane postaci, które za życia czyni ły zło, a teraz płacą. Jeżeli odrzucimy tą prostą wizję, zostaje nam inna: Jezus przez te trzy dni zobaczył do czego zdolny jest i do czego będzie przez najbliższych kilka tysięcy lat zdolny człowiek.....

Gdy wyszedł, uznał, że da świadectwo uczniom, pocieszy matkę (zaraz po tym zabrał ją do nieba) i zniknął zostawiając mglistą zapowiedź, że „powtórnie przyjdzie w chwale”.

Tak naprawdę miał jednak dosyć.

Na krzyżu zwątpił w Boga (panie czemu mnie opuściłeś)

W piekle po tym co tam zobaczył,   zwątpił w człowieka. Trwale...

© Wojciech Czuchnowski
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci