Menu

Wojciech Czuchnowski

WILK TYŁEM, czyli moje nie zawsze słuszne poglądy na wszystko

Słonimski, Polska, trudna miłość

czuchnowski

 

Długo nie mogłem odnaleźć pochodzącego z 1938 r. wiersza Antoniego Słonimskiego. Słonimski napisał go w apogeum antysemityzmu przedwojennej Polski - getto ławkowe, numerus clausus, bicie na ulicach,"nie kupuj u Żyda",  agresja prasy, Kościoła, "narodówka" triumfująca na Warszawie i na prowincji...Przed laty ten wiersz pokazał mi ktoś, kto tłumaczył mi trudną miłość do Polski Polaków żydowskiego pochodzenia. Ludzi - jak Słonimski -  zanurzonych w polskości, cytujących romantyków, na wyrywki znających polską literaturę,Wyspiańskiego, Żeromskiego, Sienkiewicza, Reymonta... ciągle dyskutujących o Polsce, chorych na Polskę. 

Polskę, która w ich marzeniach była bytem nierzeczywistym choć pięknym i szlachetnym a w rzeczywistości często ich odrzucała, wyszydzała, spychała na margines, odmawiała bycia Polakami. 

Nawet wyrzucani z niej, nigdy do końca się na nią nie obrazili. W emigranckich mieszkaniach Paryża, Sztokcholmu czy Tel Avivu ciągle toczyli z nią i o nią spory. Tak naprawdę cały czas w niej żyli. 

O tym jest ten wiersz. Człowiek, który mi go po raz pierwszy przeczytał powtarzał go wiosną 1968, gdy wyrzucano ostatnich Żydów, Zwłaszcza ten fragment o Warszawie:  "W mieście moim. rodzinnym czasami jak złodziej
/Pod ścianą biegnę chyłkiem, pod każdym spojrzeniem
/Jak pies obcy się chyląc, ścigany kamieniem."

Został w Polsce, tak jak został Słonimski, który przepowiedział to w tym wierszu:

"Warszawo, wierszy moich młodzieńczych stolico
Próżno wabią mnie czary zamorskich ogrodów:
Do końca już, do końca przejdę tą ulicą,
Po której chodził ojciec mój, kiedy był młody.
Jak jeden z tych przechodniów, co giną za rogiem.
Przejdę i minę, może nie znany nikomu,
Lecz serce me zostanie jak kwiaty pod progiem
Rodzinnego, a przecież zamkniętego domu."

Najlepiej po prostu przeczytajcie cały ten wiersz (przepraszam za podkreślenie niektórych fragmentów :)

 

Do  przyjaciół w Anglii. . .

Do Anglii biegnę myślą. Na wzgórzach Kornwalii
Kwitną cynie i dzwonią dzwoneczki konwalii.
W drodze do Yarmouth, w oberży z czasów Dickensa,
Sos miętowy podają do zimnego mięsa.
Może siedzisz tam z Emmie i z drewnianej ławy
Patrzysz na białe żagle rybackiej wyprawy,
A może, droga Agnieszko, w czarnym zimowym futerku
Pierwsze fiołki kupujesz na Piccadilly Circus?
Stojąc w chłodny poranek na rogu ulicy Puławskiej,
Wspominam was jak z książek najmilsze obrazki.
Chciałbym może czasami, po cóż to ukrywać,
Uciec od was jak Conrad, by po morzu pływać,
Po niebieskim globusie plamą atramentu
Płynąć, jak płynie Nike na przedzie okrętu,
Bez rąk, bez głowy, tylko ze skrzydłami.
Chciałbym z mórz południowych, stęskniony za wami,
Wracać mglistą Tamizą i w portowym tłoku
Najmilsze wasze twarze odnajdować w mroku.
Do Anglii biegną myśli, lecz nim dobiec zdążą,
Wracają i jak ptaki niespokojne krążą.
Po uliczkach warszawskich i starych dzielnicach
Jak po mieszkaniu chodzę pustym, myśląc o rodzicach.
Przeszłość jest mą ojczyzną. Teraźniejszość - krajem,
Od którego się różnie mową, obyczajem.
Jak podróżnik w dalekie zabłąkany strony,
Podniecony przestrzenią i zaciekawiony,
Zmęczy się kolorową dla oczu nowością,
Tak ojczyznę wspominam razem z swą młodością.
Kiedyś w domu rodzinnym przy lampie gazowej
Pamiętam nasze młode, pochylone głowy,
Gdy nad książką zebrani razem, bliscy płaczu,
O żołnierzu czytaliśmy wiernym tułaczu.

Dziś, wyznać muszę, choć to niełatwo przychodzi,
W mieście moim. rodzinnym czasami jak złodziej
Pod ścianą biegnę chyłkiem, pod każdym spojrzeniem
Jak pies obcy się chyląc, ścigany kamieniem.

Dlaczego nie przyjeżdżam i nie mieszkam z wami?
Smutna to jest historia. Osądźcie ją sami.
Może Niemiec porzucić swój kraj, jeśli woli,
Może nim gardzić, bo go nie widział w niewoli.
Ale jak nam uciekać, nam, którzy wolności
Kraju swojego długo czekali w młodości,
Nam, którzy z dawnych Polaków cierpieniem
Jedną żyli rozpaczą i jednym marzeniem?
Ścigani nienawiści podejrzliwym wzrokiem,
Dzisiaj oto błądzimy tak niepewnym krokiem,
Jak służąca o kradzież w domu posądzona,
Choć jeszcze na pokojach, lecz już odprawiona.

Łatwo uciec, podróżne spakować walizy,
Ale co zabrać z sobą nad brzegi Tamizy?
Łatwo znaleźć weselsze niż północna sosna
Drzewa i ziemię lepszą od piasków Mazowsza,
Kraje, gdzie krótsza jesień i wcześniejsza wiosna.
Lato bujne, upalne i zima surowsza.
Bystre rzeki o brzegach bardziej malowniczych,
Miasta nie zżarte smutkiem, brudem i ubóstwem,
Łatwo odnaleźć niebo, co pełne słodyczy
W pogodnej fali morza złotym świeci lustrem.
Łatwo wyrzec się gruszy, co na miedzy polnej
Brzęczy liściem. I chmury sennej i powolnej,
Płynącej nad łąkami, srebrzystej w kolorze,
Złotą plamą odbitej na cichym jeziorze.

Mógłbym już nie wybiegać tęsknymi myślami
Do tych pól podzielonych krzywdą i płotami.
Nie tęsknić do wierzb starych i przydrożnych krzaków,
Piękniejszy znaleźć ogród niż park Wereszczaków.
Mógłbym nie tęsknić za tym chmurnym niebem,
Zapomnieć smaku wzgardy pomieszanej z chlebem,
Lecz jakże mi zapomnieć, że w młodzieńcze lata
Wiersz pisany po polsku był sumieniem świata?
Chociaż wiem, że te rymy w zapomnieniu zginą:
Lecz miejsce dla nich w sercu zachowam sekretne,
Bo jakże mi utracić rzecz jedną jedyną,
Wszystko, co w życiu miałem czyste i szlachetne?
Bo cóż by warte były bunty i cierpienia,
Gdyby kiedyś w godzinę zdobytej wolności
Nie miały się przerodzić w cierpień zrozumienie
I gdyby przyrodzony głód sprawiedliwości
Stawał się tylko narzędziem, a celem
Było zdobycie władzy pośród możnych świata,
Gdyby się lud gnębiony stawał gnębicielem
I w dłoń przebitą gwoździem chwytał miecz Piłata?

Warszawo, wierszy moich młodzieńczych stolico
Próżno wabią mnie czary zamorskich ogrodów:
Do końca już, do końca przejdę tą ulicą,
Po której chodził ojciec mój, kiedy był młody.
Jak jeden z tych przechodniów, co giną za rogiem.
Przejdę i minę, może nie znany nikomu,
Lecz serce me zostanie jak kwiaty pod progiem
Rodzinnego, a przecież zamkniętego domu.

Ranny kot na środku ulicy

czuchnowski

 

Środa wieczór, już ciemno Czerniakowską na wysokości Solca  w obie strony pędzą samochody - najmniej 80 /h. wiele jeszcze szybciej. Na lewym pasie w stronę Mokotowa porusza się jakiś kształt. To potrącony przez kogoś czarno-biały  kot. Żyje, rozgląda się bezradnie próbuje czołgać, podpierać łapą. Kierowcom udaje się go omijać, ale na decyzję, żeby stanąć i coś zrobić jest zbyt mało czasu i za duży ruch. Też dostrzegam go w ostatniej chwili, jakoś udaje się zjechać w boczną uliczkę a potem znaleźć lukę wśród jadących aut.

Zbieram go z ulicy, jest ciężki, ale wydaje się, że można go uratować. Krwawi z pyska, kiedy znoszę go z drogi jest spokojny, ale już na chodniku próbuje się wyrywać, trochę drapać.Kładę go do samochodu. Tam się uspokaja, ale ciężko dyszy, ledwo łapie powietrze. Zła oznaka. 

Niedaleko jest całodobowa klinka weterynaryjna (róg Gagarina i Czerskiej) Tam szybka akcja, na wieczornej zmianie same młode dziewczyny, biorą kota, przez drzwi widać akcję jak z "Ostrego dyżuru" kroplówki, tlen, bieganie. Zwierzęcy OIOM. Pierwsze rokowania nie są złe. Trzeba kota "utstabilizować" i wyprowadzić z szoku, potem rentgen wykaże co mu jest dokładnie. Na razie chyba złamane trzy łapy, gorzej z żuchwą, też może być złamana. Ale po kilkunastu minutach okazuje się, że kot przestaje oddychać, nawet go intubują, jednak lekarka mówi, że jeśli po kwadransie nie wróci funkcja samodzielnego oddychania, to nic się nie da zrobić.

Nie wraca. Chociaż to nie mój kot muszę zgodzić się na  uśpienie. Jakoś chce się płakać. Myślałem, że jednak przeżyje, nawet w myślach zbierałem pieniądze na leczenie  i zabiegi...że dam radę myślałem. 

Kot uśpiony, pocieszamy się, że przynajmniej odszedł jakoś zaopiekowany a nie na ulicy, gdzie w końcu któryś z samochodów by go nie ominął. Przynajmniej tyle.

No i wspaniałe zachowanie personelu. Wszyscy przejęci, zaangażowani. Mówią, że policzą tylko koszty użytych leków, ale kiedy próbuję płacić, dziewczyna z recepcji wskazuje puszkę na kontuarze i mówi, że wezmą stamtąd. 

Szkoda, że się nie udało. Fajnie że są tacy ludzie. 

PS: tym wpisem wracam na bloga, przez dłuższy czas nie pisałem, zniechęcenie hejtem, agresją i głupotą..jakaś była blokada. Mam nadzieję, że przeszła. 

W sprawie Jedwabnego

czuchnowski
Ważne oświadczenie Towarzystwa Dziennikarskiego z mojej inicjatywy:)
 
 
Towarzystwo Dziennikarskie przeciwko zakłamywaniu historii 

        

Ujawniona w roku 2000 zbrodnia na żydowskiej ludności miasta Jedwabne wstrząsnęła polską opinią publiczną. Śledztwo wszczęte przez prokuraturę Instytutu Pamięci Narodowej wykazało, że głównymi sprawcami tej zbrodni byli Polacy, którzy korzystając z przyzwolenia okupanta niemieckiego w okrutny sposób zamordowali kilkuset żydowskich sąsiadów. Późniejsze ustalenia polskich naukowców pokazały, że Jedwabne nie było niestety wyjątkiem. Latem 1941 r. do podobnych mordów z kluczowym udziałem Polaków doszło w 23 miejscowościach północnowschodniej Polski. W ostatnich latach powstało na ten temat szereg poważnych opracowań.

Sprawa Jedwabnego stała się ważnym wyzwaniem dla państwa polskiego. Do czasu jej wybuchu w naszej świadomości historycznej dominował pogląd, że w historii drugiej wojny światowej Polacy nie zapisali ponurych kart. 
Władze Rzeczypospolitej musiały zmierzyć się z nowymi faktami. Odważnie podszedł do nich IPN, wznawiając śledztwo i publikując jego najważniejsze ustalenia. Za zbrodnicze zachowania części polskiego społeczeństwa przeprosił prezydent Aleksander Kwaśniewski a prezydent Bronisław Komorowski przyznał, że naród polski poniósł w czasie wojny ofiary, ale Polacy bywali też sprawcami zbrodni. 
Ze sprawą Jedwabnego państwo polskie poradziło sobie w godny i właściwy sposób. Niestety w ostatnich miesiącach efekty tej pracy są podważane przez polityków rządu Prawa i Sprawiedliwości, w tym - co wywołuje szczególne oburzenie - ministra edukacji narodowej, Annę Zalewską.
Jeszcze w czasie kampanii wyborczej w roku 2015, obecny prezydent Andrzej Duda, atakował Bronisława Komorowskiego za jego słowa o Jedwabnem. Nie był to incydent. Ustalenia w sprawie tej zbrodni zaczęli ostatnio podważać przedstawiciele Kolegium IPN, a razem z nimi nowo wybrany przez Sejm, prezes IPN, Jarosław Szarek. 
Dziś wszystko zmierza do tego by śledztwo w sprawie mordu w Jedwabnem było wznowione, a intencją tych, którzy do tego dążą, jest radykalna zmiana oficjalnej wersji przebiegu wydarzeń z 10 lipca 1941 r. 
Dzieje się tak, mimo że od czasu zakończenia poprzedniego postępowania nie pojawiły się żadne wiarygodne dowody na inną niż już udowodniona rolę obywateli polskich - sprawców tej zbrodni.
Jako polscy dziennikarze wyrażamy z tego powodu najgłębsze zaniepokojenie. 
Najnowsza historia Polski pełna jest momentów, z których możemy być dumni. Przyznanie się do tego, że popełnialiśmy również błędy, niegodziwości, a nawet zbrodnie nie zmienia tego obrazu, a pokazuje naszą odwagę i odpowiedzialność. 
Protestujemy przeciwko zakłamywaniu historii i niszczeniu wizerunku oraz dorobku Polskiej historiografii. Ci, którzy dopuszczają się haniebnego zaprzeczania potwierdzonej prawdy historycznej o odpowiedzialności Polaków za zbrodnie w Jedwabnem nie mają na takie kłamstwo mandatu społeczeństwa polskiego i działają wyłącznie we własnym imieniu, nawet jeżeli chwilowo zajmują stanowiska państwowe.
 
Towarzystwo Dziennikarskie

Dla mojej Córki

czuchnowski

Gazeta.pl : Archiwum

Dla mojej Córki
 
Jesteś teraz w Kalabiji, przeczytałem, że to taka wieś na granicy serbsko-macedońskiej, gdzie powstał obóz dla uchodźców, próbujących przedostać się dalej, do Europy. Jak piszesz, rozbiliście namiot i próbujecie skontaktować się z kimś, kto tym miejscem zarządza i z organizacjami humanitarnymi szukającymi wolontariuszy.
To już drugi raz w ciągu ostatnich tygodni, gdy jesteś w takim miejscu. Wróciłaś z Lesbos, pobyłaś tu z nami trochę i pojechałaś znowu. Nie jesteś sama, jest tam was trochę z całego świata, młodych ludzi, którzy uważają, że tak właśnie trzeba i to właśnie jest ich miejsce na ziemi.
Napisałaś, żebym więcej tutaj pisał, a ja akurat przechodzę przez okres zniechęcenia do pisania czegokolwiek, towarzyszy mi nieznośne poczucie braku sensu prowadzenia działalności dziennikarsko publicystycznej. Braku sensu wobec powszechnego triumfu chamstwa, ignorancji, złej woli, wobec skarlenia opinii publicznej w Polsce, wobec tego jak wyłażą z nas najgorsze cechy. Wobec bezsilności.
To źle. Trzeba robić swoje, tak jak robisz to Ty, i ludzie wokół Ciebie. Dawać świadectwo nie oglądając się na to ilu słucha i i ilu posłucha.
 
Kiedy odwoziliśmy Cię do Budapesztu, czytałem w samochodzie wystąpienie Papieża Franciszka wygłoszone dzień wcześniej (6 maja) podczas uroczystości odebrania nagrody im. Karola Wielkiego. Najważniejszy fragment:
 
CO CI SIĘ STAŁO, EUROPO?
 
Co ci się stało, Europo humanizmu i praw człowieka, demokracji i wolności? Co się z tobą stało, Europo, ojczyzno poetów, filozofów, artystów, muzyków, ludzi pióra? Co się z tobą stało, Europo, matko ludów i narodów, matko wspaniałych mężczyzn i kobiet, którzy bronili godności swych braci i sióstr, a nawet oddawali za nią życie?

Umysłem i sercem, z nadzieją i bez próżnej nostalgii - jak syn, który odkrywa w Matce Europie źródła własnego życia i wiary - marzę o nowym europejskim humanizmie, który polega na ciągłej pracy na rzecz człowieczeństwa oraz wzywa do pamięci, odwagi i rozsądnej, ludzkiej wizji utopii. Marzę o Europie wciąż młodej, wciąż zdolnej być matką, która żyje, bo szanuje życie i daje nadzieję na życie.

Marzę o Europie, która troszczy się o dzieci, oferuje braterską pomoc biednym i przybyszom szukającym azylu, gdyż stracili wszystko i potrzebują schronienia. Marzę o Europie, która troszczy się o chorych i starych, by nie zostali odprawieni jako bezużyteczni. Marzę o Europie, w której bycie imigrantem nie jest przestępstwem, ale wezwaniem do większego zaangażowania na rzecz godności każdej istoty ludzkiej.

Marzę o Europie, w której młodzi ludzie oddychają czystym powietrzem uczciwości, kochają piękno kultury i proste życie nieskażone przez nienasycony konsumpcjonizm; w której małżeństwo i posiadanie dzieci jest odpowiedzialnością i wielką radością, a nie problemem z powodu braku stabilnej pracy. Marzę o Europie rodzin, z prawdziwie skuteczną polityką, dla której ważniejsze są twarze, a nie numery, i wskaźniki liczby urodzeń, a nie konsumpcji. Marzę o Europie, która wspiera i chroni prawa wszystkich, nie zapominając o zobowiązaniach.

Marzę o Europie, o której nikt nie powie, że przywiązanie do praw człowieka było jej ostatnią utopią.

Po powrocie przeczytałem gazety z tego weekendu. Gazeta Wyborcza ( z której skopiowałem ten fragment) była jedyną która przedrukowała te słowa - w edytorialu na pierwszej stronie i w całości w środku. Wystąpienia Franciszka nie odczytano w kościołach, nie było go w telewizjach czy radiach, nie było na portalach rzekomo informacyjnych. W katolicko-chrześcijańskim kraju większość  mediów i Kościół nie dostrzegło i nie skomentowało najważniejszego od lat głosu przywódcy Kościoła.  

To już nawet nie jest smutne. To po prostu żałosne. Gdyby Franciszek żył w Polsce, to następnego dnia po swoim wystąpieniu mógłby-tak jak ja- dojść do wniosku, że to nie ma sensu. Na szczęście ani tu nie mieszka ani nie ma w nim pewnie takiego myślenia. Powiedział co ważne, zrobił co trzeba, trafiło tam gdzie trafiło. Robi swoje :)

Pocieszam się ostatnio, że nie tylko u nas debatę publiczną dominuje tępa prawicowa reakcja, której odbiorcami są kibole, rasiści, ciemnogród i cala ta popieprzona banda. Francja ma swoją Len Pen, w Austrii następcy Haidera, Węgry w parlamencie liczą Żydów, w Niemczech płoną ośrodki dla uchodzćów. Wszędzie chcą stawiać mury. No i Trump w USA.

Właściwie to w Polsce nie jest tak źle. Nikt nikogo nie podpala. Czasem pobiją jakiegoś Pakistańczyka, transparent rozwieszą a potem pójdą na kebab. Niestety to tylko pozory. Współczesna odmiana faszyzmu dojrzewa i już to widać. Jak w jednej z ostatnich scen "Jaja węża" Bergmana. "Skorupa jeszcze nie pękła ale już widać przez nią dojrzewającego gada". 

Idą ciężkie czasy. Drożeje odwaga i mądrość. Tym bardziej nie należy się zniechęcać. Tym bardziej trzeba robić to co słuszne. To ma sens.

 

 

 

Orzeł Biały-Napompowany

czuchnowski

Po marcu 1968 roku komuniści mieli "swoich"Żydów, którzy w prasie dowodzili, że to co dzieje się w Polsce nie jest żadną antysemicką czystką, snuli opowieści o tym, jak to w czasie wojny Polacy ratowali naród żydowski oraz przekonywali, że nie ma na świecie bardziej tolerancyjnego kraju niż PRL. W zamian władze zostawiały ich w spokoju, pozwalając w miarę spokojnie pracować i pisać.

PiS i współczesna polska prawica też ma takich Żydów. W kraju do porzygania antysemickim, niemal stojąc na tle napisów "do gazu", głoszą że nic takiego się nie dzieje. Szokujące odkrycia historyków opisujących kolejne przykłady udziału Polaków w Holocauście , kwitują jako "pedagogikę wstydu". Czczą "Żołnierzy Wyklętych" , którzy po wojnie polowali na nielicznych ocalałych z Zagłady.

Czołowym przedstawicielem tej grupy jest Bronisław Widstein, świeżo uhonorowany orderem Orła Białego przez prezydenta Andrzeja Dudę. Tego samego, który w kampanii wyborczej atakował Bronisława Komorowskiego za jego zdanie o Jedwabnem, że byliśmy też "narodem sprawców". Wildsteinowi to nie przeszkadza, bo przecież Jedwabne to też "pedagogika wstydu"...

Nie pisałbym tego wszystkiego (Wildstenowi poświęciłem już tutaj jeden zapis i powinno starczyć) gdyby nie okładka ostatniego tygodnika "W sieci". Tam Wildstein pręży się ze wstęgą Orła Białego. Na twarzy zamiast swojego zwykłego dąsiku ma wyraz dumy, Tytuł obok głosi "Wygraliśmy wojnę z Michnikiem" czy jakoś tak.

Bronisław Wildstein wygrywający wojnę z Michnkiem...hm Kiedy w Polsce była prawdziwa - na miarę reżimu komunistycznego- wojna, czyli stan wojenny, Adam Michnik siedział w obozie dla internowanych a potem w więzieniu. Wildstein w tym czasie bezpieczny w Paryżu, korzystał z gościnności Europy Zachodniej, która przyjęła polskich emigrantów politycznych. Wildstein, chociaż działał w opozycji, z kraju uciekł nie przed prześladowaniami. W karnawale Solidarności pobił się po pijanemu z milicjantami, za co groziła mu odpowiedzialność karna. 

W Paryżu Wildstein był jednym z założycieli emigracyjnego miesięcznika  Kontakt. W odróżnieniu od Kultury czy Aneksu, nie było to przedsięwzięcie udane, na łamach ukazywały się teksty mało znaczące a zespołem wstrząsały żenujące spory o pieniądze. Wildstein nie napisał na emigracji żadnego tekstu, który byłby istotnym głosem w ówczesnej debacie. Michnik w tym czasie wydał w podziemiu "Listy z Białołęki", "Z dziejów honoru w Polsce", "Takie czasy. Rzecz o kompromisie". Napisal też słynny list do gen. Kiszczaka. Warto przytoczyć fragment:

"W życiu każdego człowieka uczciwego, Panie Generale, przychodzi taki trudny moment, kiedy za proste stwierdzenie faktu: "to jest czarne, a to jest białe" trzeba drogo płacić. Może to być cena życia płacona na stokach Cytadeli, za drutami Sachsenhausen, za kratami Mokotowa. W takiej chwili, Panie Generale, dla uczciwego człowieka problemem naczelnym nie jest, by wiedzieć, jaką cenę przyjdzie mu zapłacić, lecz wiedzieć, czy białe jest białym, a czarne - czarnym.

Aby to wiedzieć, trzeba chronić sumienie. Trawestując jednego z wielkich pisarzy naszego kontynentu, powiem tak: trzeba przede wszystkim, aby dowiedział się Pan, Panie Generale, co to jest sumienie ludzkie. Są dwie rzeczy na tym świecie - niechaj usłyszy Pan tę nowinę - z których jedna nazywa się Zło, druga Dobro. A oto objawienie dla Pana: kłamać i lżyć nie jest dobrze, dopuszczać się zdrady jest źle, więzić i mordować jest jeszcze gorzej. To nic, że to jest użyteczne. Tego nie wolno...

Tak, Panie Generale, tego nie wolno. Kto się przeciwstawia? Kto zezwala? Kto zabrania? Panie Generale, można być potężnym ministrem spraw wewnętrznych, można mieć za sobą potężne mocarstwo rozciągające swą władzę od Łaby po Władywostok, a pod sobą całą policję kraju, miliony szpiclów i miliony złotych na pistolety, armaty wodne i urządzenia podsłuchowe, płaszczących się służalców, pełzających donosicieli i żurnalistów; a tu ktoś niewidzialny, w ciemności, przechodzień, nieznajomy wyrasta przed Panem i mówi: 'Nie zrobisz tego!'.

Oto sumienie."

Niektórzy emigranci- jak Seweryn Blumsztajn chcieli wbrew zakazowi komunistycznych władz wracać do Polski i kontynuować walkę z komuną, W 1985 r. Blumsztajna siłą odesłano z Okęcia, gdy próbował wrócić do kraju. Michnik w tym samym czasie nie chciał zgodzić się na bilet w jedną stronę, który proponowały mu władze, chcąc się go pozbyć z PRL. To wtedy napisał list do Kiszczaka...
 
W następnych latach. już po upadku PRL Wildstein mimo wysiłków nie zbliżył się nawet znaczeniem swoich tekstów, myśli i działań do Michnika. Jego dorobek literacki to kilka nieudanych książek na granicy grafomanii , niezła biografia Grotowskiego. Dorobek publicystyczny: zerowy, nawet z krótkiej perspektywy, teksty bez znaczenia, talentu i erudycji. 
Główne osiągnięcie Wildsteina z tego czasu to wykradzenie z IPN listy nazwisk agentów, funkcjonariuszy i kandydatów na agentów, Przez lata służyła do nagonki na niewinnych ludzi. Wychwalał go za to Jarosław Kaczyński, który zrobił Wildsteina prezesem TVP.
 
Nie wiem czy Orła Białego Wildstein dostał za tą listę czy też za to, że jest pożytecznym idiota polskiej prawicy. Może za jedno i drugie. Innych osiągnięć nie dostrzegam. List Michnika do Kiszczaka przeszedł do historii. Książki Wildsteina poniewierają się po wyprzedażach. 

A co do tej wojny rzekomo wygranej z Michnikiem, to narzuca się przestroga: "znaj proporcje mocium panie" albo powiedzenie "Konia kują, żaba nogę podstawia".

Ja tam wolę z Michnikiem zgubić (demokrację) niż z Wildsteinem odnaleźć (dyktaturę)

Poza tym jeszcze zobaczymy kto wygrał: )

 

 

© Wojciech Czuchnowski
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci