Menu

Wojciech Czuchnowski

WILK TYŁEM, czyli moje nie zawsze słuszne poglądy na wszystko

O mnie

czuchnowski

Witam, z pewną nieśmialością....

 

Postanowiłem zacząć pisać bloga, łapiąc się na tym, że coraz częściej mam do powiedzenia więcej, niż mieści się w Gazecie, która od lat jest dla mnie głównym forum. Jeśli publikowane tu przemyślenia kogoś zainteresują, zainspirują, bądź skłonią do polemiki, to dobrze. Jeśli nie, trudno. Jeśli okażą się banalne i niewarte komentarza, trudno. 

Tytuł "Wilk tyłem" wziął się z pierwszego rysunku mojej córki Marysi, który powstał gdy miała 3 lata. Był na nim wilk tyłem i stosowny podpis :)

Na początek wklejam tu tekst, który wysłałem do miesięcznika Press, gdy ukazał się tam obszerny materiał na mój temat. Teskt był uzupełnieniem tego portretu i pewnym wytłumaczeniem, które należy się Czytelnikom. (przytaczam z małymi skrótami)

Najnowszy „ Press” poświęcił dużo (zbyt dużo) miejsca opisowi mojej życiowej i zawodowej drogi w ciągu ponad 25 lat uprawiania przeze mnie z różnym powodzeniem dziennikarstwa. Chciałbym do obszernego tekstu Mariusza Kowalczyka ( „ Czuchno na polskich dróżkach”), dodać kilka zdań dotyczących mojego stosunku do polskiej historii i związanej z tym ewolucji moich postaw.

Główna teza artykułu - „ czuchnowski zdradził prawicę i dlatego go nie lubią”- jest słuszna ,ale tylko z punktu widzenia tych, którzy uważają, że kiedyś do tej prawicy należałem. Naprawdę z naszą prawicą łączył mnie antykomunizm i wspólna w latach 80 walka o wyrwanie Polski z marazmu i beznadziejności PRL. Tym co zawsze od prawicy mnie dzieliło, były: plączący się za nią antysemityzm, ksenofobia, nietolerancja oraz ciągoty do stworzenia w Polsce katolickiego państwa wyznaniowego.

Na początku lat 90. pewne nadzieje budziła zapomniana dziś formacja ideowa zwana „ prawicą laicką”. Zachowując antytotalitarny i konserwatywny rys, odrzucała idee niegodne i nie przystające do warunków demokratycznego państwa. Najmocniej przejawiała się wśród części działaczy Porozumienia Centrum pierwszej partii braci Kaczyńskich, co można prześledzić na podstawie ich deklaracji z tego okresu. Z czasem ta formacja zanikła, nie mogąc znaleźć sobie miejsca w skrajnie spolaryzowanym i uproszczonym świecie polskiej polityki. Zostali po niej nieliczni pogrobowcy, bez szans na identyfikację z żadną stroną dzisiejszej sceny politycznej.

Do tej wąskiej grupy chyba się zaliczam.

Szeroko pojęta prawica, która dziś jest w Polsce, od dawna nie ma do zaproponowania niczego z czym mogę się utożsamiać. Ciągnąc za sobą wymienione już wady, zniechęca też forsowaniem pomysłów dekomunizacji, lustracji oraz rozliczeń z PRL. Ćwierć wieku po upadku systemu te idee nie mają już żadnego racjonalnego sensu. Przeciwnie, postkomuniści niejednokrotnie okazywali się większymi patriotami i demokratami niż ludzie dawnej Solidarności. A całkowite przekreślanie dorobku PRL jest niesprawiedliwe. Tak uważam.

Na dodatek ponad 20 lat pracy w „ działce” tajnych służb przekonało mnie, że lustracja, to wiara naiwnych. Mam mocną wiedzę, że prawdziwą i wartościową ze swojego punktu widzenia agenturę, komunistyczna bezpieka dobrze ukryła, likwidując cenne archiwa. Na pożarcie zostali zostawieni, nieliczni, w sam raz tylu, by przy pomocy esbeckich akt siać wśród dawnej opozycji nieufność i rozłam.

Jeśli to wszystko nie wystarczy, to dodam, że do polskiej prawicy zniechęciło mnie także jej skrajne nieudacznictwo. W różnym, stopniu uczestniczyłem w części prawicowych projektów medialnych od „ Czasu krakowskiego” poprzez „ Życie Warszawy”, „ Express Wieczorny” i dwie odsłony „ Życia”. Widziałem jak padały telewizja Puls czy „ Dziennik”. Wspólną cechą tych przedsięwzięć była nieumiejętność wykorzystania szansy, jaką dawało przejęcie tytułów prasowych czy potężne finansowe wsparcie państwa lub zagranicznych koncernów. Za każdym razem kończyło się kompromitującą klapą i gigantycznymi stratami. Za każdym razem też winą obarczano „ układ”, „ obcych” lub „ agenturę”. Nigdy prawica nie uderzyła się we własne piersi i nie wzięła na siebie choć części winy za te porażki.

Z tych wszystkich powodów, ale też dzięki szczęśliwym zbiegom okoliczności oraz życzliwości tych, z którymi przez lata byłem w ostrym sporze, jestem dzisiaj tu gdzie jestem. To oczywiście subiektywna ocena, ale uważam, że nie ma w Polsce lepszej redakcji i lepszych ludzi.

Dobrze, że kręte dróżki, którymi szedłem przez zawód dziennikarza zaprowadziły mnie właśnie do „ Gazety Wyborczej”.

 Wojciech Czuchnowski

 

© Wojciech Czuchnowski
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci