Menu

Wojciech Czuchnowski

WILK TYŁEM, czyli moje nie zawsze słuszne poglądy na wszystko

Po wyroku

czuchnowski

Dzisiejsza wygrana z PiSem, ma szczególny wymiar. Sędzia Paweł Pyzio nie skupił się tylko na kwestiach formalnych i uznaniu, że tekst komentarza nie dotyczył PiS lecz działalności organów państwa. Sędzia poszedł dalej. Jego zdaniem, nawet jeśli doszło do naruszenia dobrego imienia PiS, to nie było to z naszej strony bezprawne. Cytat: "Stwierdzenie 'mafijne państwo PiS' narusza dobre imię powódki, [czyli PiS] jest to stwierdzenie jednoznacznie pejoratywne i stawiające PiS w złym świetle.

Ale sąd musiał ocenić czy działania pozwanych, które do tego stwierdzenia doprowadziły były bezprawne. Sąd doszedł do wniosku, że w tym wypadku te działania nie były sprzeczne z obowiązującym prawem.

Przypomnieć należy, że zgodnie z Konstytucją Rzeczpospolita Polska zapewnia wolność prasy i środków społecznego przekazu. Każdemu zapewnia też swobodę głoszenia poglądów oraz pozyskiwania i rozpowszechniania informacji. również zgodnie z prawem prasowym prasa w Rzeczypospolitej Polskiej korzysta z wolności wypowiedzi i urzeczywistnia prawo obywateli do rzetelnego poinformowania, jawności życia publicznego oraz kontroli władzy i krytyki społecznej. Pozwany korzystał z tych przepisów i praw.

Nie można też zarzucić pozwanym działania sprzecznego z zasadami szczególnej staranności i rzetelności przy przygotowywaniu publikacji prasowych. Sąd uznał, że nie doszło do przekroczenia granic uprawnionej krytyki, jest oczywiste, że prezentowane w prasie oceny i komentarze powinny mieć uzasadnienie w przytoczonych faktach. Zdaniem sądu tak w tym przypadku było.

 

W komentarzu zostały przytoczone prawdziwe fakty, które dawały dziennikarzowi prawo do sformułowania własnej oceny zdarzeń. Podmioty biorące udział w życiu publicznym, w szczególności politycy i partie polityczne powinny się liczyć z ostrą, czasami nawet przesadzoną oceną swoich działań. Wielokrotnie zarówno sąd najwyższy jak i Europejskie Trybunał Praw Człowieka podkreślały, że granice krytyki w stosunku do tych podmiotów są znacznie szersze. Pozwany mógł swoje krytyczne oceny przedstawić w takiej właśnie formie, w jakiej to nastąpiło w tej publikacji, szczególnie w kontekście w jakim stwierdzenia te zostały użyte. Tak więc uznając że niektóre stwierdzenia były przesadzone czy nazbyt mocne, to mieściły się w granicach prawa do krytyki. Były to krytyczne oceny dotyczące działania organów państwa, pozwani zaś korzystając z fundamentalnego w demokracji prawa do swobody wypowiedzi działali w interesie publicznym wyrażającym się troską o działanie organów państwa zgodnie z Konstytucją oraz zasadami prawa obowiązującego w Rzeczypospolitej."

PiS jako związek przestępczy

czuchnowski

22 sierpnia sąd w Warszawie wyda wyrok w sprawie, wytoczonej mi przez partię rządzącą, za komentarz (z listopada 2015 r.) , w którym skrytykowałem ułaskawienie przez prezydenta Andrzeja Dudę, Mariusza Kamińskiego. Przypominam ten komentarz: 

Od wyborczego zwycięstwa PiS politycy tej partii i sam prezydent Andrzej Duda zaczęli wywierać naciski na wymiar sprawiedliwości. Bez ogródek krytykowali wyrok na Kamińskiego, atakowali sędziego i mówili, że w apelacji spodziewają się "sprawiedliwości".

Samo mianowanie skazanego na trzy lata Kamińskiego ministrem ds. służb było policzkiem dla poczucia przyzwoitości i okazaniem całkowitego braku szacunku dla władzy sądowniczej.

Wczoraj prezydent poszedł dalej - anarchicznym gestem wyeliminował sąd z procesu wymierzania sprawiedliwości i ułaskawił Kamińskiego. Decyzję podjął pokątnie, bez konsultacji z prokuraturą.

Dzień ten zaciąży nad całą prezydenturą Andrzeja Dudy. Pokazał on, że stawia ponad prawem siebie, kolegów i działaczy swojej partii. Służbom kierowanym przez Kamińskiego dał zielone światło do nadużyć, sygnał, że wszystko im wolno, a sądów nie muszą się bać.

Tak nie działa państwo demokratyczne. Tak działa państwo mafijne.

 

Piszę o tym teraz, bo chciałbym przed wyrokiem jasno powiedzieć, że nie wycofuję ani jednego słowa z tego komentarza. Ostatnia rozprawa odbyła się dwa tygodnie temu. Adwokat PiS domagał się przeprosin i usunięcia z sieci nie tylko komentarza ale też całego tekstu informacyjnego o tej sprawie. Partii rządzącej najbardziej nie podobał się tytuł- "Mafijne państwo PiS" i to głównie za ten tytuł jest pozew. 

Chociaż tytuł nie jest mojego autorstwa i ukazał się tylko w internecie, to przed sądem powiedziałem, że nie widzę w nim nic niestosownego. Wyraziłem żal, że strona przeciwna skupia się na tytule, chociaż w komentarzu padają konkretne i dość fundamentalne zarzuty. Chętnie widziałbym spór dotyczący właśnie tych zarzutów....

Nie starczyło mi czasu, by powiedzieć jeszcze coś. Komentarz był pisany w listopadzie. Od tego czasu zdarzyło się wiele rzeczy potwierdzających nie tylko diagnozę w tytule, ale też  pojawił się nowy element, który moim zdaniem pozwala nazwać partię polityczną Prawo i Sprawiedliwość "związkiem przestępczym zmierzającym do obalenia konstytucyjnego ustroju Rzeczypospolitej Polskiej".

W ciągu niespełna roku swoich rządów PiS spełniło szereg przesłanek art. 127 par. 1 kodeksu karnego z rozdziału XVII, o "przestępstwach przeciwko Rzeczpospolitej Polskiej". Brzmi on tak: "Kto, mając na celu pozbawienie niepodległości, oderwanie części obszaru lub zmianę przemocą konstytucyjnego ustroju Rzeczypospolitej Polskiej, podejmuje w porozumieniu z innymi osobami działalność zmierzającą bezpośrednio do urzeczywistnienia tego celu, podlega karze pozbawienia wolności na czas nie krótszy od lat 10, karze 25 lat pozbawienia wolności albo karze dożywotniego pozbawienia wolności."

W treści tego artykułu podkreśliłem, to co - moim zdaniem - w wykonaniu PiS już się dzieje. Nie ma żadnych wątpliwości, że partia ta zmierza do zmiany systemu demokratycznego  w Polsce. Realizując ten cel niszczy  konstytucyjną zasadę niezależności władzy sądowniczej od wykonawczej oraz uniemożliwia funkcjonowanie konstytucyjnego organu państwa, jakim jest Trybunał Konstytucyjny. Do wypełnienia znamion czynu z tego artykułu, brakuje tylko przemocy, która wydaje się ważnym elementem opisywanego przestępstwa. Rzeczywiście przeprowadzana przez PiS zmiana ustroju odbywa się w trybie pokojowym, bez użycia siły a tylko z nadużywaniem i przekraczaniem uprawnień jakie ma każda władza wybrana w demokratycznych wyborach. Pytanie tylko czy "przemoc" należy rozumieć tylko literalnie, jako np wymuszanie zmian przy wparciu wojska, policji czy paramilitarnych bojówek? Jest przecież także przemoc polityczna, urzędnicza, przemoc instytucji... 

PiS chociaż niszczy polską demokrację nie ma tego niszczenia i chęci zmiany systemu zapisanego w swoim statucie i programie. Tak jednak właśnie działa. Zbliża się zatem do jeszcze jednej granicy, za przekroczenie której odpowiednia ustawa przewiduje delegalizację partii politycznej. Grozi ona (delegalizacja) każdej partii, której "cele lub działalność" są niezgodne z Konstytucją. 

Cele? Nie, Faktyczna działalność? Tak. 

Teraz najlepsze: decyzję o delegalizacji wydaje sąd, po orzeczeniu Trybunału Konstytucyjnego (art 44 ustawy o partiach politycznych)

Więc może ten Trybunał jest groźniejszy dla PiS-u niż nam się to wydaje?

Co do wyroku... Każdy uszanuję, co nie znaczy,że się zgodzę. Będzie jak będzie. Współczuję polskim sędziom. Są naprawdę od wielką presją. A czas próby dopiero się zbliżą. 

 

 


 

 

Słonimski, Polska, trudna miłość

czuchnowski

 

Długo nie mogłem odnaleźć pochodzącego z 1938 r. wiersza Antoniego Słonimskiego. Słonimski napisał go w apogeum antysemityzmu przedwojennej Polski - getto ławkowe, numerus clausus, bicie na ulicach,"nie kupuj u Żyda",  agresja prasy, Kościoła, "narodówka" triumfująca na Warszawie i na prowincji...Przed laty ten wiersz pokazał mi ktoś, kto tłumaczył mi trudną miłość do Polski Polaków żydowskiego pochodzenia. Ludzi - jak Słonimski -  zanurzonych w polskości, cytujących romantyków, na wyrywki znających polską literaturę,Wyspiańskiego, Żeromskiego, Sienkiewicza, Reymonta... ciągle dyskutujących o Polsce, chorych na Polskę. 

Polskę, która w ich marzeniach była bytem nierzeczywistym choć pięknym i szlachetnym a w rzeczywistości często ich odrzucała, wyszydzała, spychała na margines, odmawiała bycia Polakami. 

Nawet wyrzucani z niej, nigdy do końca się na nią nie obrazili. W emigranckich mieszkaniach Paryża, Sztokcholmu czy Tel Avivu ciągle toczyli z nią i o nią spory. Tak naprawdę cały czas w niej żyli. 

O tym jest ten wiersz. Człowiek, który mi go po raz pierwszy przeczytał powtarzał go wiosną 1968, gdy wyrzucano ostatnich Żydów, Zwłaszcza ten fragment o Warszawie:  "W mieście moim. rodzinnym czasami jak złodziej
/Pod ścianą biegnę chyłkiem, pod każdym spojrzeniem
/Jak pies obcy się chyląc, ścigany kamieniem."

Został w Polsce, tak jak został Słonimski, który przepowiedział to w tym wierszu:

"Warszawo, wierszy moich młodzieńczych stolico
Próżno wabią mnie czary zamorskich ogrodów:
Do końca już, do końca przejdę tą ulicą,
Po której chodził ojciec mój, kiedy był młody.
Jak jeden z tych przechodniów, co giną za rogiem.
Przejdę i minę, może nie znany nikomu,
Lecz serce me zostanie jak kwiaty pod progiem
Rodzinnego, a przecież zamkniętego domu."

Najlepiej po prostu przeczytajcie cały ten wiersz (przepraszam za podkreślenie niektórych fragmentów :)

 

Do  przyjaciół w Anglii. . .

Do Anglii biegnę myślą. Na wzgórzach Kornwalii
Kwitną cynie i dzwonią dzwoneczki konwalii.
W drodze do Yarmouth, w oberży z czasów Dickensa,
Sos miętowy podają do zimnego mięsa.
Może siedzisz tam z Emmie i z drewnianej ławy
Patrzysz na białe żagle rybackiej wyprawy,
A może, droga Agnieszko, w czarnym zimowym futerku
Pierwsze fiołki kupujesz na Piccadilly Circus?
Stojąc w chłodny poranek na rogu ulicy Puławskiej,
Wspominam was jak z książek najmilsze obrazki.
Chciałbym może czasami, po cóż to ukrywać,
Uciec od was jak Conrad, by po morzu pływać,
Po niebieskim globusie plamą atramentu
Płynąć, jak płynie Nike na przedzie okrętu,
Bez rąk, bez głowy, tylko ze skrzydłami.
Chciałbym z mórz południowych, stęskniony za wami,
Wracać mglistą Tamizą i w portowym tłoku
Najmilsze wasze twarze odnajdować w mroku.
Do Anglii biegną myśli, lecz nim dobiec zdążą,
Wracają i jak ptaki niespokojne krążą.
Po uliczkach warszawskich i starych dzielnicach
Jak po mieszkaniu chodzę pustym, myśląc o rodzicach.
Przeszłość jest mą ojczyzną. Teraźniejszość - krajem,
Od którego się różnie mową, obyczajem.
Jak podróżnik w dalekie zabłąkany strony,
Podniecony przestrzenią i zaciekawiony,
Zmęczy się kolorową dla oczu nowością,
Tak ojczyznę wspominam razem z swą młodością.
Kiedyś w domu rodzinnym przy lampie gazowej
Pamiętam nasze młode, pochylone głowy,
Gdy nad książką zebrani razem, bliscy płaczu,
O żołnierzu czytaliśmy wiernym tułaczu.

Dziś, wyznać muszę, choć to niełatwo przychodzi,
W mieście moim. rodzinnym czasami jak złodziej
Pod ścianą biegnę chyłkiem, pod każdym spojrzeniem
Jak pies obcy się chyląc, ścigany kamieniem.

Dlaczego nie przyjeżdżam i nie mieszkam z wami?
Smutna to jest historia. Osądźcie ją sami.
Może Niemiec porzucić swój kraj, jeśli woli,
Może nim gardzić, bo go nie widział w niewoli.
Ale jak nam uciekać, nam, którzy wolności
Kraju swojego długo czekali w młodości,
Nam, którzy z dawnych Polaków cierpieniem
Jedną żyli rozpaczą i jednym marzeniem?
Ścigani nienawiści podejrzliwym wzrokiem,
Dzisiaj oto błądzimy tak niepewnym krokiem,
Jak służąca o kradzież w domu posądzona,
Choć jeszcze na pokojach, lecz już odprawiona.

Łatwo uciec, podróżne spakować walizy,
Ale co zabrać z sobą nad brzegi Tamizy?
Łatwo znaleźć weselsze niż północna sosna
Drzewa i ziemię lepszą od piasków Mazowsza,
Kraje, gdzie krótsza jesień i wcześniejsza wiosna.
Lato bujne, upalne i zima surowsza.
Bystre rzeki o brzegach bardziej malowniczych,
Miasta nie zżarte smutkiem, brudem i ubóstwem,
Łatwo odnaleźć niebo, co pełne słodyczy
W pogodnej fali morza złotym świeci lustrem.
Łatwo wyrzec się gruszy, co na miedzy polnej
Brzęczy liściem. I chmury sennej i powolnej,
Płynącej nad łąkami, srebrzystej w kolorze,
Złotą plamą odbitej na cichym jeziorze.

Mógłbym już nie wybiegać tęsknymi myślami
Do tych pól podzielonych krzywdą i płotami.
Nie tęsknić do wierzb starych i przydrożnych krzaków,
Piękniejszy znaleźć ogród niż park Wereszczaków.
Mógłbym nie tęsknić za tym chmurnym niebem,
Zapomnieć smaku wzgardy pomieszanej z chlebem,
Lecz jakże mi zapomnieć, że w młodzieńcze lata
Wiersz pisany po polsku był sumieniem świata?
Chociaż wiem, że te rymy w zapomnieniu zginą:
Lecz miejsce dla nich w sercu zachowam sekretne,
Bo jakże mi utracić rzecz jedną jedyną,
Wszystko, co w życiu miałem czyste i szlachetne?
Bo cóż by warte były bunty i cierpienia,
Gdyby kiedyś w godzinę zdobytej wolności
Nie miały się przerodzić w cierpień zrozumienie
I gdyby przyrodzony głód sprawiedliwości
Stawał się tylko narzędziem, a celem
Było zdobycie władzy pośród możnych świata,
Gdyby się lud gnębiony stawał gnębicielem
I w dłoń przebitą gwoździem chwytał miecz Piłata?

Warszawo, wierszy moich młodzieńczych stolico
Próżno wabią mnie czary zamorskich ogrodów:
Do końca już, do końca przejdę tą ulicą,
Po której chodził ojciec mój, kiedy był młody.
Jak jeden z tych przechodniów, co giną za rogiem.
Przejdę i minę, może nie znany nikomu,
Lecz serce me zostanie jak kwiaty pod progiem
Rodzinnego, a przecież zamkniętego domu.

Ranny kot na środku ulicy

czuchnowski

 

Środa wieczór, już ciemno Czerniakowską na wysokości Solca  w obie strony pędzą samochody - najmniej 80 /h. wiele jeszcze szybciej. Na lewym pasie w stronę Mokotowa porusza się jakiś kształt. To potrącony przez kogoś czarno-biały  kot. Żyje, rozgląda się bezradnie próbuje czołgać, podpierać łapą. Kierowcom udaje się go omijać, ale na decyzję, żeby stanąć i coś zrobić jest zbyt mało czasu i za duży ruch. Też dostrzegam go w ostatniej chwili, jakoś udaje się zjechać w boczną uliczkę a potem znaleźć lukę wśród jadących aut.

Zbieram go z ulicy, jest ciężki, ale wydaje się, że można go uratować. Krwawi z pyska, kiedy znoszę go z drogi jest spokojny, ale już na chodniku próbuje się wyrywać, trochę drapać.Kładę go do samochodu. Tam się uspokaja, ale ciężko dyszy, ledwo łapie powietrze. Zła oznaka. 

Niedaleko jest całodobowa klinka weterynaryjna (róg Gagarina i Czerskiej) Tam szybka akcja, na wieczornej zmianie same młode dziewczyny, biorą kota, przez drzwi widać akcję jak z "Ostrego dyżuru" kroplówki, tlen, bieganie. Zwierzęcy OIOM. Pierwsze rokowania nie są złe. Trzeba kota "utstabilizować" i wyprowadzić z szoku, potem rentgen wykaże co mu jest dokładnie. Na razie chyba złamane trzy łapy, gorzej z żuchwą, też może być złamana. Ale po kilkunastu minutach okazuje się, że kot przestaje oddychać, nawet go intubują, jednak lekarka mówi, że jeśli po kwadransie nie wróci funkcja samodzielnego oddychania, to nic się nie da zrobić.

Nie wraca. Chociaż to nie mój kot muszę zgodzić się na  uśpienie. Jakoś chce się płakać. Myślałem, że jednak przeżyje, nawet w myślach zbierałem pieniądze na leczenie  i zabiegi...że dam radę myślałem. 

Kot uśpiony, pocieszamy się, że przynajmniej odszedł jakoś zaopiekowany a nie na ulicy, gdzie w końcu któryś z samochodów by go nie ominął. Przynajmniej tyle.

No i wspaniałe zachowanie personelu. Wszyscy przejęci, zaangażowani. Mówią, że policzą tylko koszty użytych leków, ale kiedy próbuję płacić, dziewczyna z recepcji wskazuje puszkę na kontuarze i mówi, że wezmą stamtąd. 

Szkoda, że się nie udało. Fajnie że są tacy ludzie. 

PS: tym wpisem wracam na bloga, przez dłuższy czas nie pisałem, zniechęcenie hejtem, agresją i głupotą..jakaś była blokada. Mam nadzieję, że przeszła. 

W sprawie Jedwabnego

czuchnowski
Ważne oświadczenie Towarzystwa Dziennikarskiego z mojej inicjatywy:)
 
 
Towarzystwo Dziennikarskie przeciwko zakłamywaniu historii 

        

Ujawniona w roku 2000 zbrodnia na żydowskiej ludności miasta Jedwabne wstrząsnęła polską opinią publiczną. Śledztwo wszczęte przez prokuraturę Instytutu Pamięci Narodowej wykazało, że głównymi sprawcami tej zbrodni byli Polacy, którzy korzystając z przyzwolenia okupanta niemieckiego w okrutny sposób zamordowali kilkuset żydowskich sąsiadów. Późniejsze ustalenia polskich naukowców pokazały, że Jedwabne nie było niestety wyjątkiem. Latem 1941 r. do podobnych mordów z kluczowym udziałem Polaków doszło w 23 miejscowościach północnowschodniej Polski. W ostatnich latach powstało na ten temat szereg poważnych opracowań.

Sprawa Jedwabnego stała się ważnym wyzwaniem dla państwa polskiego. Do czasu jej wybuchu w naszej świadomości historycznej dominował pogląd, że w historii drugiej wojny światowej Polacy nie zapisali ponurych kart. 
Władze Rzeczypospolitej musiały zmierzyć się z nowymi faktami. Odważnie podszedł do nich IPN, wznawiając śledztwo i publikując jego najważniejsze ustalenia. Za zbrodnicze zachowania części polskiego społeczeństwa przeprosił prezydent Aleksander Kwaśniewski a prezydent Bronisław Komorowski przyznał, że naród polski poniósł w czasie wojny ofiary, ale Polacy bywali też sprawcami zbrodni. 
Ze sprawą Jedwabnego państwo polskie poradziło sobie w godny i właściwy sposób. Niestety w ostatnich miesiącach efekty tej pracy są podważane przez polityków rządu Prawa i Sprawiedliwości, w tym - co wywołuje szczególne oburzenie - ministra edukacji narodowej, Annę Zalewską.
Jeszcze w czasie kampanii wyborczej w roku 2015, obecny prezydent Andrzej Duda, atakował Bronisława Komorowskiego za jego słowa o Jedwabnem. Nie był to incydent. Ustalenia w sprawie tej zbrodni zaczęli ostatnio podważać przedstawiciele Kolegium IPN, a razem z nimi nowo wybrany przez Sejm, prezes IPN, Jarosław Szarek. 
Dziś wszystko zmierza do tego by śledztwo w sprawie mordu w Jedwabnem było wznowione, a intencją tych, którzy do tego dążą, jest radykalna zmiana oficjalnej wersji przebiegu wydarzeń z 10 lipca 1941 r. 
Dzieje się tak, mimo że od czasu zakończenia poprzedniego postępowania nie pojawiły się żadne wiarygodne dowody na inną niż już udowodniona rolę obywateli polskich - sprawców tej zbrodni.
Jako polscy dziennikarze wyrażamy z tego powodu najgłębsze zaniepokojenie. 
Najnowsza historia Polski pełna jest momentów, z których możemy być dumni. Przyznanie się do tego, że popełnialiśmy również błędy, niegodziwości, a nawet zbrodnie nie zmienia tego obrazu, a pokazuje naszą odwagę i odpowiedzialność. 
Protestujemy przeciwko zakłamywaniu historii i niszczeniu wizerunku oraz dorobku Polskiej historiografii. Ci, którzy dopuszczają się haniebnego zaprzeczania potwierdzonej prawdy historycznej o odpowiedzialności Polaków za zbrodnie w Jedwabnem nie mają na takie kłamstwo mandatu społeczeństwa polskiego i działają wyłącznie we własnym imieniu, nawet jeżeli chwilowo zajmują stanowiska państwowe.
 
Towarzystwo Dziennikarskie

© Wojciech Czuchnowski
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci