Menu

Wojciech Czuchnowski

WILK TYŁEM, czyli moje nie zawsze słuszne poglądy na wszystko

Odwalcie się od Grossa

czuchnowski
W wakacje zawsze dużo czytam, teraz też udało mi się już zaliczyć wybitne opracowanie Leona Sowy o kulisach podjęcia decyzji rozpoczęcia Powstania Warszawskiego. Imponujaca i przygnębiająca książka, która w Polsce jest przemilczana, bo lepiej o pewnych rzeczach przecież nie wiedzieć. Ale zabrałem też ze sobą "Złote żniwa" Jana Grossa (właściwie Grossa i jego żony) Znałem je wcześniej z fragmentów, teraz całość. Tak wstrząsająca, że chwilami nie da się czytać, do głowy przychodzą najgorsze myśli na temat kondycji ludzkiej i polskiej. Po tej książce można tylko odczuwać wstyd, że jest się Polakiem i członkiem Kościoła katolickiego. Chyba najlepiej napisana i udokumentowana z trylogii "Sąsiedzi-Strach-Złote Żniwa". Myślę jednak o Grossie i jego pracy w innym kontekście, w kontekście ataku prawicowej hołoty na tego wybitnego historyka, który w swoich książkach pisząc o Zagładzie i faktach z nią związanych posługuje się warsztatem socjologa, antropologa, filozofa. To jest miara i poziom "Eichmanna w Jerozolimie" Hannach Arendt, poziom do którego hejterzy Grossa nie są w stanie nawet się zbliżyć. Całkiem niedawno podczas niedawnych wyborów prezesa IPN nazwisko Grossa wymieniane było z pogardą, jako tego który nie jest godny uczestniczyć w debacie z polskimi badaczami. Powtarzał to Jarosław Szarek, nowy prezes IPN, w milczeniu słuchał tego Bronisław Wildstein (pożyteczny idiota prawicy) oraz inne miernoty z tzw, kolegium IPN, gdzie zasiada nawet jakiś ksiądz o żenującym dorobku. Żałuję, że jakoś wtedy nie zareagowałem. Nadrabiam trochę chociaż teraz. Wierzę, że Polska kiedyś doceni takich badaczy jak jak Jan Gross, Dariusz Libionka, Jan Grabowski, Barbara Engelking, Anna Bikont, Andrzej Żbikowksi i wielu innych, ktorych prace opisują straszną i trudną ale prawdę, w odróżnieniu od tego co wciskają nam pseudohistorycy spod znaku "prawdziwych Polaków". A nawet jeśli nie doceni to trudno. Więc odwalcie się od Grossa. To nie jest wasza liga.

Z granicy serbsko-węgierskiej

czuchnowski

Moja córka, o której dużo tu piszę :) po powrocie z Libanu i krótkim odpoczynku, jest teraz na granicy serbsko- węgierskiej, gdzie w zaimprowizowanych obozach koczują tysiące uchodźców, którzy utknęli tu w drodze do lepszego  świata. Pomaga im razem z grupą przyjaciół, tą samą z którą była w Grecji i w Libanie. Nie należą do żadnej organizacji, jako wolontariusze starają się pomagać. Przytaczam obszerne fragmenty jej relacji: 

"Mieszkamy na tyłach magazynu żywności. Zajmujemy się głównie dystrybucją owoców i warzyw;
ludzie dostają wprawdzie jedzenie od Czerwonego Krzyża i innych organizacji, ale spróbuj przeżyć dwa miesiące na chlebie i puszkowanym tuńczyku i nie dostać skrętu żołądka. Albo wykarmić tym dzieci.

Sytuacja jest skomplikowana ze względu na ogólną dezinformację i brak sztywnych reguł. Możemy, nie możemy, chcą nas, nie chcą nas. Bardzo widoczna jest też druga strona medalu, rozumiem rozgoryczenie właścicieli przygranicznych farm i nieruchomości. Ze względu na przedłużającą się obecność uchodźców, a wiecie jak z reguły wyglądają koczowiska – brud, smród itp, wartość ich majątków spadła drastycznie. Dodatkowo rolnicy hodujący warzywa są notorycznie okradani – wiadomo, że osoby, które to robią są zdesperowane i w pewnym sensie do tego zmuszone, ale nie jest to przecież wina hodowców, którzy ponoszą znaczne często straty.

Frustracja i agresja rośnie po obu stronach. Węgrzy odsyłają kogo mogą,
łącznie z tym, że niedawno przegłosowali prawo, że policja ma prawo
cofnąć osoby, które się na ich terytorium przedostały w obrębie pasa 8
kilometrów od granicy. Przepuszczają zaledwie parę osób dziennie a i
to dopiero początek, „legalne” przekroczenie węgierskiej granicy
oznacza długą walkę z prawem, biurokracją i madziarską podłością
poprzedzoną 28-dniowym zamknięciem w tzw. Kontenerze. Zamkniętym
centrum dla osób ubiegających się o azyl o, jak można wywnioskować z
nazwy, niezbyt wysokim standardzie.

Z trzech punktów, w których obecnie staramy się działać, w dwóch wszystko przebiega w miarę
gładko, natomiast trzeci jest polem walki z miejscową policją,  Nie wiadomo czy w ogóle uda się cokolwiek zrobić. Pieniędzy tu w ogóle nie potrzebuje, sto pięćdziesiąt euro dałam chłopcu, który jedzie do Węgier, żeby miał jakiś start. Cały czas mam jednak świadomość, że
choć poszczególne aspekty, miejsca i problemy ulegają zmianom, a skupiając się na rozwiązywaniu doraźnych kwestii w stylu – nie ma prysznica, dziecko żre chińską zupę od 2 lat itd., można odnieśćwrażenie chwilowej poprawy, to jednak duży obraz już od przynajmniej roku jest ten sam. Mam wrażenie, że zarówno Unia Europejska jak i rządy poszczególnych krajów mają nadzieję, że jeśli spróbują odpowiednio długo uchodźców nie zauważać, to ci ludzie jakoś tak znikną, wyparują. Tymczasem oni już tu są i raczej nie rozpłyną się w powietrzu. Dodatkowo umówmy się, że wszyscy ci, którzy wystarczająco się postarają jakoś w końcu do tej Europy dotrą.

Zamiast przedłużać agonię obozów tymczasowych i ogradzać drutem kolczastym, tak łatwym przecież do przecięcia, należałoby pomyśleć o sensownych strategiach integracyjnych i podziale ludzi pomiędzy krajami UE. Świat zachodni może nie zdaje sobie sprawy, a może sprawy sobie zdać nie chce z tego jak szybko twoje człowieczeństwo ulega degeneracji w momencie, kiedy
od miesięcy mieszkasz w namiocie, uciekasz po lasach i górach i walczysz o każdy kęs jedzenia czy strzęp ubrania. Ludzie dziczeją.
Osoby, które w tym momencie są potencjalnymi wartościowymi i w pełni sprawnie funkcjonującymi obywatelami społeczeństwa, mogą tych warunkach za parę miesięcy, lat stać się upośledzonymi, nieufnymi wrakami faktycznie zdolnymi tylko do odbioru zasiłku. Niektóre dzieci nie pamiętają innego życia. Część nigdy nie była w szkole. Jeśli będą dorastać wśród śmieci i drutów jakim cudem mają potem odnaleźć się w klasie? No ale tak to sobie siedzę, myślę i pakuje jabłka :)

Po wyroku

czuchnowski

Dzisiejsza wygrana z PiSem, ma szczególny wymiar. Sędzia Paweł Pyzio nie skupił się tylko na kwestiach formalnych i uznaniu, że tekst komentarza nie dotyczył PiS lecz działalności organów państwa. Sędzia poszedł dalej. Jego zdaniem, nawet jeśli doszło do naruszenia dobrego imienia PiS, to nie było to z naszej strony bezprawne. Cytat: "Stwierdzenie 'mafijne państwo PiS' narusza dobre imię powódki, [czyli PiS] jest to stwierdzenie jednoznacznie pejoratywne i stawiające PiS w złym świetle.

Ale sąd musiał ocenić czy działania pozwanych, które do tego stwierdzenia doprowadziły były bezprawne. Sąd doszedł do wniosku, że w tym wypadku te działania nie były sprzeczne z obowiązującym prawem.

Przypomnieć należy, że zgodnie z Konstytucją Rzeczpospolita Polska zapewnia wolność prasy i środków społecznego przekazu. Każdemu zapewnia też swobodę głoszenia poglądów oraz pozyskiwania i rozpowszechniania informacji. również zgodnie z prawem prasowym prasa w Rzeczypospolitej Polskiej korzysta z wolności wypowiedzi i urzeczywistnia prawo obywateli do rzetelnego poinformowania, jawności życia publicznego oraz kontroli władzy i krytyki społecznej. Pozwany korzystał z tych przepisów i praw.

Nie można też zarzucić pozwanym działania sprzecznego z zasadami szczególnej staranności i rzetelności przy przygotowywaniu publikacji prasowych. Sąd uznał, że nie doszło do przekroczenia granic uprawnionej krytyki, jest oczywiste, że prezentowane w prasie oceny i komentarze powinny mieć uzasadnienie w przytoczonych faktach. Zdaniem sądu tak w tym przypadku było.

 

W komentarzu zostały przytoczone prawdziwe fakty, które dawały dziennikarzowi prawo do sformułowania własnej oceny zdarzeń. Podmioty biorące udział w życiu publicznym, w szczególności politycy i partie polityczne powinny się liczyć z ostrą, czasami nawet przesadzoną oceną swoich działań. Wielokrotnie zarówno sąd najwyższy jak i Europejskie Trybunał Praw Człowieka podkreślały, że granice krytyki w stosunku do tych podmiotów są znacznie szersze. Pozwany mógł swoje krytyczne oceny przedstawić w takiej właśnie formie, w jakiej to nastąpiło w tej publikacji, szczególnie w kontekście w jakim stwierdzenia te zostały użyte. Tak więc uznając że niektóre stwierdzenia były przesadzone czy nazbyt mocne, to mieściły się w granicach prawa do krytyki. Były to krytyczne oceny dotyczące działania organów państwa, pozwani zaś korzystając z fundamentalnego w demokracji prawa do swobody wypowiedzi działali w interesie publicznym wyrażającym się troską o działanie organów państwa zgodnie z Konstytucją oraz zasadami prawa obowiązującego w Rzeczypospolitej."

PiS jako związek przestępczy

czuchnowski

22 sierpnia sąd w Warszawie wyda wyrok w sprawie, wytoczonej mi przez partię rządzącą, za komentarz (z listopada 2015 r.) , w którym skrytykowałem ułaskawienie przez prezydenta Andrzeja Dudę, Mariusza Kamińskiego. Przypominam ten komentarz: 

Od wyborczego zwycięstwa PiS politycy tej partii i sam prezydent Andrzej Duda zaczęli wywierać naciski na wymiar sprawiedliwości. Bez ogródek krytykowali wyrok na Kamińskiego, atakowali sędziego i mówili, że w apelacji spodziewają się "sprawiedliwości".

Samo mianowanie skazanego na trzy lata Kamińskiego ministrem ds. służb było policzkiem dla poczucia przyzwoitości i okazaniem całkowitego braku szacunku dla władzy sądowniczej.

Wczoraj prezydent poszedł dalej - anarchicznym gestem wyeliminował sąd z procesu wymierzania sprawiedliwości i ułaskawił Kamińskiego. Decyzję podjął pokątnie, bez konsultacji z prokuraturą.

Dzień ten zaciąży nad całą prezydenturą Andrzeja Dudy. Pokazał on, że stawia ponad prawem siebie, kolegów i działaczy swojej partii. Służbom kierowanym przez Kamińskiego dał zielone światło do nadużyć, sygnał, że wszystko im wolno, a sądów nie muszą się bać.

Tak nie działa państwo demokratyczne. Tak działa państwo mafijne.

 

Piszę o tym teraz, bo chciałbym przed wyrokiem jasno powiedzieć, że nie wycofuję ani jednego słowa z tego komentarza. Ostatnia rozprawa odbyła się dwa tygodnie temu. Adwokat PiS domagał się przeprosin i usunięcia z sieci nie tylko komentarza ale też całego tekstu informacyjnego o tej sprawie. Partii rządzącej najbardziej nie podobał się tytuł- "Mafijne państwo PiS" i to głównie za ten tytuł jest pozew. 

Chociaż tytuł nie jest mojego autorstwa i ukazał się tylko w internecie, to przed sądem powiedziałem, że nie widzę w nim nic niestosownego. Wyraziłem żal, że strona przeciwna skupia się na tytule, chociaż w komentarzu padają konkretne i dość fundamentalne zarzuty. Chętnie widziałbym spór dotyczący właśnie tych zarzutów....

Nie starczyło mi czasu, by powiedzieć jeszcze coś. Komentarz był pisany w listopadzie. Od tego czasu zdarzyło się wiele rzeczy potwierdzających nie tylko diagnozę w tytule, ale też  pojawił się nowy element, który moim zdaniem pozwala nazwać partię polityczną Prawo i Sprawiedliwość "związkiem przestępczym zmierzającym do obalenia konstytucyjnego ustroju Rzeczypospolitej Polskiej".

W ciągu niespełna roku swoich rządów PiS spełniło szereg przesłanek art. 127 par. 1 kodeksu karnego z rozdziału XVII, o "przestępstwach przeciwko Rzeczpospolitej Polskiej". Brzmi on tak: "Kto, mając na celu pozbawienie niepodległości, oderwanie części obszaru lub zmianę przemocą konstytucyjnego ustroju Rzeczypospolitej Polskiej, podejmuje w porozumieniu z innymi osobami działalność zmierzającą bezpośrednio do urzeczywistnienia tego celu, podlega karze pozbawienia wolności na czas nie krótszy od lat 10, karze 25 lat pozbawienia wolności albo karze dożywotniego pozbawienia wolności."

W treści tego artykułu podkreśliłem, to co - moim zdaniem - w wykonaniu PiS już się dzieje. Nie ma żadnych wątpliwości, że partia ta zmierza do zmiany systemu demokratycznego  w Polsce. Realizując ten cel niszczy  konstytucyjną zasadę niezależności władzy sądowniczej od wykonawczej oraz uniemożliwia funkcjonowanie konstytucyjnego organu państwa, jakim jest Trybunał Konstytucyjny. Do wypełnienia znamion czynu z tego artykułu, brakuje tylko przemocy, która wydaje się ważnym elementem opisywanego przestępstwa. Rzeczywiście przeprowadzana przez PiS zmiana ustroju odbywa się w trybie pokojowym, bez użycia siły a tylko z nadużywaniem i przekraczaniem uprawnień jakie ma każda władza wybrana w demokratycznych wyborach. Pytanie tylko czy "przemoc" należy rozumieć tylko literalnie, jako np wymuszanie zmian przy wparciu wojska, policji czy paramilitarnych bojówek? Jest przecież także przemoc polityczna, urzędnicza, przemoc instytucji... 

PiS chociaż niszczy polską demokrację nie ma tego niszczenia i chęci zmiany systemu zapisanego w swoim statucie i programie. Tak jednak właśnie działa. Zbliża się zatem do jeszcze jednej granicy, za przekroczenie której odpowiednia ustawa przewiduje delegalizację partii politycznej. Grozi ona (delegalizacja) każdej partii, której "cele lub działalność" są niezgodne z Konstytucją. 

Cele? Nie, Faktyczna działalność? Tak. 

Teraz najlepsze: decyzję o delegalizacji wydaje sąd, po orzeczeniu Trybunału Konstytucyjnego (art 44 ustawy o partiach politycznych)

Więc może ten Trybunał jest groźniejszy dla PiS-u niż nam się to wydaje?

Co do wyroku... Każdy uszanuję, co nie znaczy,że się zgodzę. Będzie jak będzie. Współczuję polskim sędziom. Są naprawdę od wielką presją. A czas próby dopiero się zbliżą. 

 

 


 

 

Słonimski, Polska, trudna miłość

czuchnowski

 

Długo nie mogłem odnaleźć pochodzącego z 1938 r. wiersza Antoniego Słonimskiego. Słonimski napisał go w apogeum antysemityzmu przedwojennej Polski - getto ławkowe, numerus clausus, bicie na ulicach,"nie kupuj u Żyda",  agresja prasy, Kościoła, "narodówka" triumfująca na Warszawie i na prowincji...Przed laty ten wiersz pokazał mi ktoś, kto tłumaczył mi trudną miłość do Polski Polaków żydowskiego pochodzenia. Ludzi - jak Słonimski -  zanurzonych w polskości, cytujących romantyków, na wyrywki znających polską literaturę,Wyspiańskiego, Żeromskiego, Sienkiewicza, Reymonta... ciągle dyskutujących o Polsce, chorych na Polskę. 

Polskę, która w ich marzeniach była bytem nierzeczywistym choć pięknym i szlachetnym a w rzeczywistości często ich odrzucała, wyszydzała, spychała na margines, odmawiała bycia Polakami. 

Nawet wyrzucani z niej, nigdy do końca się na nią nie obrazili. W emigranckich mieszkaniach Paryża, Sztokcholmu czy Tel Avivu ciągle toczyli z nią i o nią spory. Tak naprawdę cały czas w niej żyli. 

O tym jest ten wiersz. Człowiek, który mi go po raz pierwszy przeczytał powtarzał go wiosną 1968, gdy wyrzucano ostatnich Żydów, Zwłaszcza ten fragment o Warszawie:  "W mieście moim. rodzinnym czasami jak złodziej
/Pod ścianą biegnę chyłkiem, pod każdym spojrzeniem
/Jak pies obcy się chyląc, ścigany kamieniem."

Został w Polsce, tak jak został Słonimski, który przepowiedział to w tym wierszu:

"Warszawo, wierszy moich młodzieńczych stolico
Próżno wabią mnie czary zamorskich ogrodów:
Do końca już, do końca przejdę tą ulicą,
Po której chodził ojciec mój, kiedy był młody.
Jak jeden z tych przechodniów, co giną za rogiem.
Przejdę i minę, może nie znany nikomu,
Lecz serce me zostanie jak kwiaty pod progiem
Rodzinnego, a przecież zamkniętego domu."

Najlepiej po prostu przeczytajcie cały ten wiersz (przepraszam za podkreślenie niektórych fragmentów :)

 

Do  przyjaciół w Anglii. . .

Do Anglii biegnę myślą. Na wzgórzach Kornwalii
Kwitną cynie i dzwonią dzwoneczki konwalii.
W drodze do Yarmouth, w oberży z czasów Dickensa,
Sos miętowy podają do zimnego mięsa.
Może siedzisz tam z Emmie i z drewnianej ławy
Patrzysz na białe żagle rybackiej wyprawy,
A może, droga Agnieszko, w czarnym zimowym futerku
Pierwsze fiołki kupujesz na Piccadilly Circus?
Stojąc w chłodny poranek na rogu ulicy Puławskiej,
Wspominam was jak z książek najmilsze obrazki.
Chciałbym może czasami, po cóż to ukrywać,
Uciec od was jak Conrad, by po morzu pływać,
Po niebieskim globusie plamą atramentu
Płynąć, jak płynie Nike na przedzie okrętu,
Bez rąk, bez głowy, tylko ze skrzydłami.
Chciałbym z mórz południowych, stęskniony za wami,
Wracać mglistą Tamizą i w portowym tłoku
Najmilsze wasze twarze odnajdować w mroku.
Do Anglii biegną myśli, lecz nim dobiec zdążą,
Wracają i jak ptaki niespokojne krążą.
Po uliczkach warszawskich i starych dzielnicach
Jak po mieszkaniu chodzę pustym, myśląc o rodzicach.
Przeszłość jest mą ojczyzną. Teraźniejszość - krajem,
Od którego się różnie mową, obyczajem.
Jak podróżnik w dalekie zabłąkany strony,
Podniecony przestrzenią i zaciekawiony,
Zmęczy się kolorową dla oczu nowością,
Tak ojczyznę wspominam razem z swą młodością.
Kiedyś w domu rodzinnym przy lampie gazowej
Pamiętam nasze młode, pochylone głowy,
Gdy nad książką zebrani razem, bliscy płaczu,
O żołnierzu czytaliśmy wiernym tułaczu.

Dziś, wyznać muszę, choć to niełatwo przychodzi,
W mieście moim. rodzinnym czasami jak złodziej
Pod ścianą biegnę chyłkiem, pod każdym spojrzeniem
Jak pies obcy się chyląc, ścigany kamieniem.

Dlaczego nie przyjeżdżam i nie mieszkam z wami?
Smutna to jest historia. Osądźcie ją sami.
Może Niemiec porzucić swój kraj, jeśli woli,
Może nim gardzić, bo go nie widział w niewoli.
Ale jak nam uciekać, nam, którzy wolności
Kraju swojego długo czekali w młodości,
Nam, którzy z dawnych Polaków cierpieniem
Jedną żyli rozpaczą i jednym marzeniem?
Ścigani nienawiści podejrzliwym wzrokiem,
Dzisiaj oto błądzimy tak niepewnym krokiem,
Jak służąca o kradzież w domu posądzona,
Choć jeszcze na pokojach, lecz już odprawiona.

Łatwo uciec, podróżne spakować walizy,
Ale co zabrać z sobą nad brzegi Tamizy?
Łatwo znaleźć weselsze niż północna sosna
Drzewa i ziemię lepszą od piasków Mazowsza,
Kraje, gdzie krótsza jesień i wcześniejsza wiosna.
Lato bujne, upalne i zima surowsza.
Bystre rzeki o brzegach bardziej malowniczych,
Miasta nie zżarte smutkiem, brudem i ubóstwem,
Łatwo odnaleźć niebo, co pełne słodyczy
W pogodnej fali morza złotym świeci lustrem.
Łatwo wyrzec się gruszy, co na miedzy polnej
Brzęczy liściem. I chmury sennej i powolnej,
Płynącej nad łąkami, srebrzystej w kolorze,
Złotą plamą odbitej na cichym jeziorze.

Mógłbym już nie wybiegać tęsknymi myślami
Do tych pól podzielonych krzywdą i płotami.
Nie tęsknić do wierzb starych i przydrożnych krzaków,
Piękniejszy znaleźć ogród niż park Wereszczaków.
Mógłbym nie tęsknić za tym chmurnym niebem,
Zapomnieć smaku wzgardy pomieszanej z chlebem,
Lecz jakże mi zapomnieć, że w młodzieńcze lata
Wiersz pisany po polsku był sumieniem świata?
Chociaż wiem, że te rymy w zapomnieniu zginą:
Lecz miejsce dla nich w sercu zachowam sekretne,
Bo jakże mi utracić rzecz jedną jedyną,
Wszystko, co w życiu miałem czyste i szlachetne?
Bo cóż by warte były bunty i cierpienia,
Gdyby kiedyś w godzinę zdobytej wolności
Nie miały się przerodzić w cierpień zrozumienie
I gdyby przyrodzony głód sprawiedliwości
Stawał się tylko narzędziem, a celem
Było zdobycie władzy pośród możnych świata,
Gdyby się lud gnębiony stawał gnębicielem
I w dłoń przebitą gwoździem chwytał miecz Piłata?

Warszawo, wierszy moich młodzieńczych stolico
Próżno wabią mnie czary zamorskich ogrodów:
Do końca już, do końca przejdę tą ulicą,
Po której chodził ojciec mój, kiedy był młody.
Jak jeden z tych przechodniów, co giną za rogiem.
Przejdę i minę, może nie znany nikomu,
Lecz serce me zostanie jak kwiaty pod progiem
Rodzinnego, a przecież zamkniętego domu.

© Wojciech Czuchnowski
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci