Menu

Wojciech Czuchnowski

WILK TYŁEM, czyli moje nie zawsze słuszne poglądy na wszystko

Rozważania przed murem do Europy

czuchnowski

W ubiegłą niedzielę wróciliśmy z Suboticy, gdzie przy granicy serbsko-węgierskiej działają trzy niewielkie obozy dla uchodźców. Wspierani są przez wolontariuszy, wśród których jest nasza córka. Przywieźliśmy pieniądze ze zbiórki wśród przyjaciół i trochę jedzenia. Znów pojedziemy tam w listopadzie. 

Poniżej mój tekst  o tym miejscu, których ukazał się w magazynie Gazety i na wyborcza.pl

 

Lead: Honor naszego świata ratują dziś młodzi ludzie, którzy wbrew manipulacjom polityków, za własne pieniądze niosą pomoc dla uchodźców, rozrzuconych w obozach wzdłuż granic Unii Europejskiej.

 Kelebija niewielkie przejście graniczne Tompa, koło Suboticy. Kolejka kilkudziesięciu samochodów z serbskimi i węgierskimi rejestracjami czeka na wjazd do Unii.

Terkoczą nie wyłączane silniki diesla. Serbowie sprawdzają pobieżnie, Węgrzy dokładnie. Zaglądają do każdego bagażnika, każą składać tylne fotele, lusterkami badają podwozia. Co któryś samochód musi wjechać do specjalnego garażu z kanałem. Celnicy sprawdzają, czy od dołu nie ma żadnej skrytki, która mogłaby pomieścić człowieka.

Szukają tylko jednego: uchodźców chcących nielegalnie wjechać na teren UE.

Za plecami węgierskich pograniczników w eleganckich kombinezonach jak z filmu Top Gun, tablica z unijnymi gwiazdkami, pod nimi nazwa "Magyarország" wystająca zza stalowych mobilnych barier, szczelnie przegradzających przejście.

To część muru a właściwie płotu z żelaznej siatki i drutu kolczastego, który Węgrzy zbudowali wzdłuż całej liczącej 150 km granicy z Serbią.

Ta dosłowna realizacja pojęcia "przedmurza chrześcijaństwa", którym epatuje Victor Orban jest przeciwko uchodźcom.

Dla nich granica serbsko-węgierska, ma być ostatnią zaporą zamykającą drogę do mitycznej Europy.

Smród

Po prawej patrząc od strony Serbii, na niewielkim skrawku wydeptanej ziemi, kilka płacht brezentu rozpiętych na starych beczkach i resztkach jakichś konstrukcji. Żyje tu kilka rodzin z Syrii. Od kolejki do granicy odgradza ich siatka i chociaż są w niej spore dziury, dzieci nie przechodzą na drugą stronę.

Kobiety gotują ciepły posiłek. Ruszt zaimprowizowanego grilla ułożyły na górze żelaznej beczki po ropie albo oleju. Mimo, że nie jest zbyt ciepło, od strony obozowiska dobiega przeraźliwy smród. Źródło: rządek jednorazowych toalet, których nikt od dawna nie opróżnia.

W nocy będzie zimno, na początku października temperatury spadają do zera. Lepiej niż pod płachtą byłoby uchodźcom w długich budynkach po obu stronach drogi przy przejściu. W latach 90. były tu urzędy celne, kantory i sklepy wolnocłowe. Czasy świetności minęły. Teraz drzwi i okna pozabijane są deskami i nic się tu nie dzieje, ale wewnątrz nadal jest bieżąca woda i ubikacje. Wystarczyłoby rozłożyć materace nawet na podłogach. Nikt jednak nie zaprosi imigrantów do środka. Chodzi o to, że gdyby mieli za dobre warunki pojawiłoby się ich pewnie więcej.

Ludzie

Do siatki za która żyją uchodźcy podchodzą dwie kobiety, Serbki. Jedna niesie trzy zgrzewki jajek, druga torbę z warzywami. Dają to gotującym posiłek. Muszą się znać, bo rozmawiają tylko chwilę. Nie biorą pieniędzy.

Janina Ochojska mówi, że ludzie są lepsi niż politycy. Mówi, że gdyby uchodźcy rzeczywiście znaleźli się w Polsce, to wielu Polaków podzieliłoby się z nimi jedzeniem, domem, pieniędzmi i pracą.

Tak jak te dwie Serbki. Albo jak właściciel sklepu w jednym z przygranicznych miast po węgierskiej stronie. (proszono mnie, bym nie podawał nazwy miasta) Stał w kolejce do granicy. Widząc, że służby jego kraju nie chcą przepuścić szwajcarskiego busa z ubraniami dla uchodźców (pretekst: nie zostały sprawdzone przez inspekcję sanitarną) zaproponował wolontariuszom, żeby złożyli ubrania u niego w magazynie. Potem wszystko przenieśli do Serbii w plecakach. Teraz mają bazę dla transportów żywności, lekarstw itp. które też są zatrzymywane przez Węgrów albo Serbów.

Lista

W niewielkim rejonie Suboticy, przy granicy z Węgrami są trzy skupiska uchodźców. Żyje w nich od 300 do 500 osób. Część w barakach i kontenerach, część pod płachtami i konstrukcjami z blach i tektury. Dotarli tu przez Turcję, Grecję i Macedonię z Syrii, Pakistanu i Afganistanu. Od ponad roku granica jest coraz lepiej pilnowana. Węgrzy a za ich pośrednictwem Unia Europejska wolą płacić Serbii za wyżywienie i zakwaterowanie imigrantów. Finansują kontenery i jedzenie. Raczej nie sprawdzają na co idą te pieniądze.

Dzienna porcja żywności to chińska zupka i puszka tuńczyka. Z tym tuńczykiem jest prawie pewne, że ktoś dogadał się z hurtownikiem, który miał na zbyciu tony konserw z kończącym się terminem przydatności.

Każdy, kto dotrze do obozu wpisuje się na listę oczekujących na rozmowę z władzami węgierskimi, podczas której zostaje podjęta decyzja o przyznaniu statusu uchodźcy ze strefy wojny. Dla tych z końca listy terminy rozmowy wyznaczane są już na początek 2018 r.   Dlatego kto może (głównie młodzi mężczyźni) nie czeka i próbuje nielegalnie przejść granicę. Większości się nie udaje ale nie muszą się bać, bo karą jest tylko odstawienie do obozu. No i czasem pogryzienie przez psy, które maja prawie wszystkie patrole. Wielu mężczyzn ma na łydkach i przedramionach bandaże, pamiątkę po nieudanym przejściu. Kobiety i dzieci raczej siedzą na miejscu i czekają na swoją kolej. Mężczyźni mają jeszcze jeden powód, dla którego próbują nielegalnie pokonać granicę. Każdy który dostanie wstępna decyzję o prawie pobytu, jest umieszczany na miesiąc w specjalnym obozie na Węgrzech. Tam przez miesiąc trwa sprawdzanie, czy nie ma nic wspólnego z terrorystami. Obóz wygląda jak więzienie. Imigranci trzymani są w celach. Dzień wypełniają przesłuchania i krótkie spacery po podwórku o wymiarach 3 metry na 3.

Ci, którym uda się przedostać nielegalnie przesyłają MMSy ze zdjęciami zrobionymi w Niemczech czy Austrii. Ich miejsca na liście oczekujących są sprzedawane.

Pozostali czekają. Ci z nich, którzy są rozgoryczeni stanowią łakomy kąsek dla agitatorów ISIS.

Imperatyw

Imperatyw, by zacząć nieść pomoc innym, niż zamiast jak większość rówieśników, używać życia i robić karierę, przychodzi w różnych chwilach.

Często na wakacjach w Grecji czy na Chorwacji przyszli wolontariusze natykają się na grupy zrozpaczonych, bezradnych uciekinierów, i nie mogą już spokojnie mieszkać w dobrym hotelu, chodzić na dyskoteki czy pływać na desce.

Postanawiają coś zrobić. Więc najpierw dzielą się tym co mają ze sobą (śpiwory, namioty, jedzenie, pieniądze) , potem jadą do domów i przez facebooka organizują grupę, która wraca i zaczyna pomagać.

Niektórzy robią to od dwóch i więcej lat. Mają doświadczenie: Grecja, Liban (tam jest do wytrzymania ) Turcja, Bułgaria (tam warunki są najgorsze) Motywacje są różne: ktoś wziął sobie do serca słowa papieża Franciszka, ktoś studiował historię i uważa, że uchodźcy są przez Europę traktowani tak, jak kiedyś Żydzi, ktoś inny chce po prostu zrobić "coś żeby świat był trochę lepszy".

Jest przyjęte, żeby nie mówić za dużo o motywacjach. I żeby nie chwalić się tym co się robi.

Na dziennikarzy patrzą niechętnie. Media z Węgier i Słowacji manipulują, wykorzystują, że uchodźcy mówią nieznanymi językami i podkładają tłumaczenie, że np. "Europa to świetny socjal i wszystko za darmo". Media z Zachodu i z Polski szukają łzawych historii i kręcą jak najwięcej obrazków z dziećmi.

240

Trudno powiedzieć ilu w Europie działa wolontariuszy ani ile tworzą grup. W Polsce w sprawach pomocy uchodźcom aktywnych jest ok. 500 osób, z czego kilkadziesiąt ma za sobą krótsze lub dłuższe wyjazdy. Jeżeli w Polsce w Polsce jest to 500 osób, to w całej Unii może to być parę tysięcy. Pojawiają się w pobliżu obozów, szybko orientują się czego brakuje, organizują magazyn i dystrybucję.

Jedna z takich grup: Subotica. Magazyn (200 euro miesięcznie) w pomieszczeniu zamkniętego sklepu. Może tam spać kilka osób, reszta w hostelach. W środku podzielone towary osobno ryż, makaron i kasze, osobno warzywa i owoce, lekarstwa, ubrania, kuchenki gazowe, śpiwory. Grupę założyli Szwajcarzy, Polacy i Amerykanin. Obsługują trzy małe obozy , więc na miejscu potrzeba zawsze 6 do 8 osób. Ogłaszają na facebooku: jeśli ktoś chce pomóc to musi zarezerwować minimum 4 tygodnie i mieć fundusze na mieszkanie i wyżywienie. Mają dwa busy: mercedesa na austriackich numerach i volkswagena na polskich. Volkswagen jest własnością właściciela znanego warszawskiego klubu. Nikt nie podejrzewałby go o zaangażowanie w taką działalność. Dał nie tylko samochód ale regularnie dosyła pieniądze zebrane na koncertach.

Pieniądze (dzienny budżet to ok. 400 euro) pochodzą wyłącznie z prywatnych zbiórek.

Żywność rozdzielają wczesnym popołudniem, w pobliżu obozów z których mieszkający tam ludzie wychodzą i ustawiają się w kolejce. Porcje są niewielkie. W ostatnią sobotę przygotowali ich 240. Na porcję wchodzą: 2 cebule, jogurt, 1 ogórek, 1 papryka, 1 jabłko, 1 gruszka, 1 banan i 1 pomidor. Rozdają to w małych woreczkach, ze składanego stolika przy samochodzie. Ważne, żeby każda porcja była taka sama i tak samo zapakowana. Wtedy w kolejce jest porządek. Gorzej jest z ubraniami. Większość   kupują na miejscowym bazarze (królestwo podróbek znanych firm   z całego świata) Ale kilka dni wcześniej mieli rzeczy z darów z Monaco. Turystyczne ubrania Timberlanda i Camela, wywołały zamieszanie a w kolejce prawie doszlo do bójki. Takie rzeczy lepiej dawać indywidualnie tym, którzy najbardziej potrzebują.

We wrześniu wynajęli przy granicy kawałek ziemi i tam gotowali uchodźcom ciepłe jedzenie, bo w obozach gotowanie jest zabronione (rzekomo względy przeciwpożarowe) W październiku musieli zrezygnować. Presja miejscowych władz, mających wiele sposobów by utrudnić im życie.

Polska

Uchodźcy kochają wolontariuszy. Witają ich z uśmiechami, wszystkich znają z imienia, niczego się nie domagają. Wiedzą, że za młodymi ludźmi z busów nie stoi żadne państwo, organizacja ani kościół.

Nic chyba nie wiedzą o polskich politykach, którzy zbijają kapitał na straszeniu imigrantami. O Jarosławie Kaczyńskim, mówiącym o "pasożytach, mikrobach i pierwotniakach" . I o robieniu przez uchodźców "kloaki w kościołach" (szczególnie podłe, bo wspólnoty parafialne w Austrii same udostępniają swoje świątynie potrzebującym)

Albo u Pawle Kukizie, który forsuje przeprowadzenie w Polsce referendum "stop uchodźcom".

Przeciwnie. Widząc wśród wolontariuszy młode Polki i Polaków, myślą że Polska musi być fajnym, dobrym krajem.

Jeden zapytał mnie czy warto do Polski przyjechać.

Nie wiedziałem co odpowiedzieć.

Odwalcie się od Grossa

czuchnowski
W wakacje zawsze dużo czytam, teraz też udało mi się już zaliczyć wybitne opracowanie Leona Sowy o kulisach podjęcia decyzji rozpoczęcia Powstania Warszawskiego. Imponujaca i przygnębiająca książka, która w Polsce jest przemilczana, bo lepiej o pewnych rzeczach przecież nie wiedzieć. Ale zabrałem też ze sobą "Złote żniwa" Jana Grossa (właściwie Grossa i jego żony) Znałem je wcześniej z fragmentów, teraz całość. Tak wstrząsająca, że chwilami nie da się czytać, do głowy przychodzą najgorsze myśli na temat kondycji ludzkiej i polskiej. Po tej książce można tylko odczuwać wstyd, że jest się Polakiem i członkiem Kościoła katolickiego. Chyba najlepiej napisana i udokumentowana z trylogii "Sąsiedzi-Strach-Złote Żniwa". Myślę jednak o Grossie i jego pracy w innym kontekście, w kontekście ataku prawicowej hołoty na tego wybitnego historyka, który w swoich książkach pisząc o Zagładzie i faktach z nią związanych posługuje się warsztatem socjologa, antropologa, filozofa. To jest miara i poziom "Eichmanna w Jerozolimie" Hannach Arendt, poziom do którego hejterzy Grossa nie są w stanie nawet się zbliżyć. Całkiem niedawno podczas niedawnych wyborów prezesa IPN nazwisko Grossa wymieniane było z pogardą, jako tego który nie jest godny uczestniczyć w debacie z polskimi badaczami. Powtarzał to Jarosław Szarek, nowy prezes IPN, w milczeniu słuchał tego Bronisław Wildstein (pożyteczny idiota prawicy) oraz inne miernoty z tzw, kolegium IPN, gdzie zasiada nawet jakiś ksiądz o żenującym dorobku. Żałuję, że jakoś wtedy nie zareagowałem. Nadrabiam trochę chociaż teraz. Wierzę, że Polska kiedyś doceni takich badaczy jak jak Jan Gross, Dariusz Libionka, Jan Grabowski, Barbara Engelking, Anna Bikont, Andrzej Żbikowksi i wielu innych, ktorych prace opisują straszną i trudną ale prawdę, w odróżnieniu od tego co wciskają nam pseudohistorycy spod znaku "prawdziwych Polaków". A nawet jeśli nie doceni to trudno. Więc odwalcie się od Grossa. To nie jest wasza liga.

Z granicy serbsko-węgierskiej

czuchnowski

Moja córka, o której dużo tu piszę :) po powrocie z Libanu i krótkim odpoczynku, jest teraz na granicy serbsko- węgierskiej, gdzie w zaimprowizowanych obozach koczują tysiące uchodźców, którzy utknęli tu w drodze do lepszego  świata. Pomaga im razem z grupą przyjaciół, tą samą z którą była w Grecji i w Libanie. Nie należą do żadnej organizacji, jako wolontariusze starają się pomagać. Przytaczam obszerne fragmenty jej relacji: 

"Mieszkamy na tyłach magazynu żywności. Zajmujemy się głównie dystrybucją owoców i warzyw;
ludzie dostają wprawdzie jedzenie od Czerwonego Krzyża i innych organizacji, ale spróbuj przeżyć dwa miesiące na chlebie i puszkowanym tuńczyku i nie dostać skrętu żołądka. Albo wykarmić tym dzieci.

Sytuacja jest skomplikowana ze względu na ogólną dezinformację i brak sztywnych reguł. Możemy, nie możemy, chcą nas, nie chcą nas. Bardzo widoczna jest też druga strona medalu, rozumiem rozgoryczenie właścicieli przygranicznych farm i nieruchomości. Ze względu na przedłużającą się obecność uchodźców, a wiecie jak z reguły wyglądają koczowiska – brud, smród itp, wartość ich majątków spadła drastycznie. Dodatkowo rolnicy hodujący warzywa są notorycznie okradani – wiadomo, że osoby, które to robią są zdesperowane i w pewnym sensie do tego zmuszone, ale nie jest to przecież wina hodowców, którzy ponoszą znaczne często straty.

Frustracja i agresja rośnie po obu stronach. Węgrzy odsyłają kogo mogą,
łącznie z tym, że niedawno przegłosowali prawo, że policja ma prawo
cofnąć osoby, które się na ich terytorium przedostały w obrębie pasa 8
kilometrów od granicy. Przepuszczają zaledwie parę osób dziennie a i
to dopiero początek, „legalne” przekroczenie węgierskiej granicy
oznacza długą walkę z prawem, biurokracją i madziarską podłością
poprzedzoną 28-dniowym zamknięciem w tzw. Kontenerze. Zamkniętym
centrum dla osób ubiegających się o azyl o, jak można wywnioskować z
nazwy, niezbyt wysokim standardzie.

Z trzech punktów, w których obecnie staramy się działać, w dwóch wszystko przebiega w miarę
gładko, natomiast trzeci jest polem walki z miejscową policją,  Nie wiadomo czy w ogóle uda się cokolwiek zrobić. Pieniędzy tu w ogóle nie potrzebuje, sto pięćdziesiąt euro dałam chłopcu, który jedzie do Węgier, żeby miał jakiś start. Cały czas mam jednak świadomość, że
choć poszczególne aspekty, miejsca i problemy ulegają zmianom, a skupiając się na rozwiązywaniu doraźnych kwestii w stylu – nie ma prysznica, dziecko żre chińską zupę od 2 lat itd., można odnieśćwrażenie chwilowej poprawy, to jednak duży obraz już od przynajmniej roku jest ten sam. Mam wrażenie, że zarówno Unia Europejska jak i rządy poszczególnych krajów mają nadzieję, że jeśli spróbują odpowiednio długo uchodźców nie zauważać, to ci ludzie jakoś tak znikną, wyparują. Tymczasem oni już tu są i raczej nie rozpłyną się w powietrzu. Dodatkowo umówmy się, że wszyscy ci, którzy wystarczająco się postarają jakoś w końcu do tej Europy dotrą.

Zamiast przedłużać agonię obozów tymczasowych i ogradzać drutem kolczastym, tak łatwym przecież do przecięcia, należałoby pomyśleć o sensownych strategiach integracyjnych i podziale ludzi pomiędzy krajami UE. Świat zachodni może nie zdaje sobie sprawy, a może sprawy sobie zdać nie chce z tego jak szybko twoje człowieczeństwo ulega degeneracji w momencie, kiedy
od miesięcy mieszkasz w namiocie, uciekasz po lasach i górach i walczysz o każdy kęs jedzenia czy strzęp ubrania. Ludzie dziczeją.
Osoby, które w tym momencie są potencjalnymi wartościowymi i w pełni sprawnie funkcjonującymi obywatelami społeczeństwa, mogą tych warunkach za parę miesięcy, lat stać się upośledzonymi, nieufnymi wrakami faktycznie zdolnymi tylko do odbioru zasiłku. Niektóre dzieci nie pamiętają innego życia. Część nigdy nie była w szkole. Jeśli będą dorastać wśród śmieci i drutów jakim cudem mają potem odnaleźć się w klasie? No ale tak to sobie siedzę, myślę i pakuje jabłka :)

Po wyroku

czuchnowski

Dzisiejsza wygrana z PiSem, ma szczególny wymiar. Sędzia Paweł Pyzio nie skupił się tylko na kwestiach formalnych i uznaniu, że tekst komentarza nie dotyczył PiS lecz działalności organów państwa. Sędzia poszedł dalej. Jego zdaniem, nawet jeśli doszło do naruszenia dobrego imienia PiS, to nie było to z naszej strony bezprawne. Cytat: "Stwierdzenie 'mafijne państwo PiS' narusza dobre imię powódki, [czyli PiS] jest to stwierdzenie jednoznacznie pejoratywne i stawiające PiS w złym świetle.

Ale sąd musiał ocenić czy działania pozwanych, które do tego stwierdzenia doprowadziły były bezprawne. Sąd doszedł do wniosku, że w tym wypadku te działania nie były sprzeczne z obowiązującym prawem.

Przypomnieć należy, że zgodnie z Konstytucją Rzeczpospolita Polska zapewnia wolność prasy i środków społecznego przekazu. Każdemu zapewnia też swobodę głoszenia poglądów oraz pozyskiwania i rozpowszechniania informacji. również zgodnie z prawem prasowym prasa w Rzeczypospolitej Polskiej korzysta z wolności wypowiedzi i urzeczywistnia prawo obywateli do rzetelnego poinformowania, jawności życia publicznego oraz kontroli władzy i krytyki społecznej. Pozwany korzystał z tych przepisów i praw.

Nie można też zarzucić pozwanym działania sprzecznego z zasadami szczególnej staranności i rzetelności przy przygotowywaniu publikacji prasowych. Sąd uznał, że nie doszło do przekroczenia granic uprawnionej krytyki, jest oczywiste, że prezentowane w prasie oceny i komentarze powinny mieć uzasadnienie w przytoczonych faktach. Zdaniem sądu tak w tym przypadku było.

 

W komentarzu zostały przytoczone prawdziwe fakty, które dawały dziennikarzowi prawo do sformułowania własnej oceny zdarzeń. Podmioty biorące udział w życiu publicznym, w szczególności politycy i partie polityczne powinny się liczyć z ostrą, czasami nawet przesadzoną oceną swoich działań. Wielokrotnie zarówno sąd najwyższy jak i Europejskie Trybunał Praw Człowieka podkreślały, że granice krytyki w stosunku do tych podmiotów są znacznie szersze. Pozwany mógł swoje krytyczne oceny przedstawić w takiej właśnie formie, w jakiej to nastąpiło w tej publikacji, szczególnie w kontekście w jakim stwierdzenia te zostały użyte. Tak więc uznając że niektóre stwierdzenia były przesadzone czy nazbyt mocne, to mieściły się w granicach prawa do krytyki. Były to krytyczne oceny dotyczące działania organów państwa, pozwani zaś korzystając z fundamentalnego w demokracji prawa do swobody wypowiedzi działali w interesie publicznym wyrażającym się troską o działanie organów państwa zgodnie z Konstytucją oraz zasadami prawa obowiązującego w Rzeczypospolitej."

PiS jako związek przestępczy

czuchnowski

22 sierpnia sąd w Warszawie wyda wyrok w sprawie, wytoczonej mi przez partię rządzącą, za komentarz (z listopada 2015 r.) , w którym skrytykowałem ułaskawienie przez prezydenta Andrzeja Dudę, Mariusza Kamińskiego. Przypominam ten komentarz: 

Od wyborczego zwycięstwa PiS politycy tej partii i sam prezydent Andrzej Duda zaczęli wywierać naciski na wymiar sprawiedliwości. Bez ogródek krytykowali wyrok na Kamińskiego, atakowali sędziego i mówili, że w apelacji spodziewają się "sprawiedliwości".

Samo mianowanie skazanego na trzy lata Kamińskiego ministrem ds. służb było policzkiem dla poczucia przyzwoitości i okazaniem całkowitego braku szacunku dla władzy sądowniczej.

Wczoraj prezydent poszedł dalej - anarchicznym gestem wyeliminował sąd z procesu wymierzania sprawiedliwości i ułaskawił Kamińskiego. Decyzję podjął pokątnie, bez konsultacji z prokuraturą.

Dzień ten zaciąży nad całą prezydenturą Andrzeja Dudy. Pokazał on, że stawia ponad prawem siebie, kolegów i działaczy swojej partii. Służbom kierowanym przez Kamińskiego dał zielone światło do nadużyć, sygnał, że wszystko im wolno, a sądów nie muszą się bać.

Tak nie działa państwo demokratyczne. Tak działa państwo mafijne.

 

Piszę o tym teraz, bo chciałbym przed wyrokiem jasno powiedzieć, że nie wycofuję ani jednego słowa z tego komentarza. Ostatnia rozprawa odbyła się dwa tygodnie temu. Adwokat PiS domagał się przeprosin i usunięcia z sieci nie tylko komentarza ale też całego tekstu informacyjnego o tej sprawie. Partii rządzącej najbardziej nie podobał się tytuł- "Mafijne państwo PiS" i to głównie za ten tytuł jest pozew. 

Chociaż tytuł nie jest mojego autorstwa i ukazał się tylko w internecie, to przed sądem powiedziałem, że nie widzę w nim nic niestosownego. Wyraziłem żal, że strona przeciwna skupia się na tytule, chociaż w komentarzu padają konkretne i dość fundamentalne zarzuty. Chętnie widziałbym spór dotyczący właśnie tych zarzutów....

Nie starczyło mi czasu, by powiedzieć jeszcze coś. Komentarz był pisany w listopadzie. Od tego czasu zdarzyło się wiele rzeczy potwierdzających nie tylko diagnozę w tytule, ale też  pojawił się nowy element, który moim zdaniem pozwala nazwać partię polityczną Prawo i Sprawiedliwość "związkiem przestępczym zmierzającym do obalenia konstytucyjnego ustroju Rzeczypospolitej Polskiej".

W ciągu niespełna roku swoich rządów PiS spełniło szereg przesłanek art. 127 par. 1 kodeksu karnego z rozdziału XVII, o "przestępstwach przeciwko Rzeczpospolitej Polskiej". Brzmi on tak: "Kto, mając na celu pozbawienie niepodległości, oderwanie części obszaru lub zmianę przemocą konstytucyjnego ustroju Rzeczypospolitej Polskiej, podejmuje w porozumieniu z innymi osobami działalność zmierzającą bezpośrednio do urzeczywistnienia tego celu, podlega karze pozbawienia wolności na czas nie krótszy od lat 10, karze 25 lat pozbawienia wolności albo karze dożywotniego pozbawienia wolności."

W treści tego artykułu podkreśliłem, to co - moim zdaniem - w wykonaniu PiS już się dzieje. Nie ma żadnych wątpliwości, że partia ta zmierza do zmiany systemu demokratycznego  w Polsce. Realizując ten cel niszczy  konstytucyjną zasadę niezależności władzy sądowniczej od wykonawczej oraz uniemożliwia funkcjonowanie konstytucyjnego organu państwa, jakim jest Trybunał Konstytucyjny. Do wypełnienia znamion czynu z tego artykułu, brakuje tylko przemocy, która wydaje się ważnym elementem opisywanego przestępstwa. Rzeczywiście przeprowadzana przez PiS zmiana ustroju odbywa się w trybie pokojowym, bez użycia siły a tylko z nadużywaniem i przekraczaniem uprawnień jakie ma każda władza wybrana w demokratycznych wyborach. Pytanie tylko czy "przemoc" należy rozumieć tylko literalnie, jako np wymuszanie zmian przy wparciu wojska, policji czy paramilitarnych bojówek? Jest przecież także przemoc polityczna, urzędnicza, przemoc instytucji... 

PiS chociaż niszczy polską demokrację nie ma tego niszczenia i chęci zmiany systemu zapisanego w swoim statucie i programie. Tak jednak właśnie działa. Zbliża się zatem do jeszcze jednej granicy, za przekroczenie której odpowiednia ustawa przewiduje delegalizację partii politycznej. Grozi ona (delegalizacja) każdej partii, której "cele lub działalność" są niezgodne z Konstytucją. 

Cele? Nie, Faktyczna działalność? Tak. 

Teraz najlepsze: decyzję o delegalizacji wydaje sąd, po orzeczeniu Trybunału Konstytucyjnego (art 44 ustawy o partiach politycznych)

Więc może ten Trybunał jest groźniejszy dla PiS-u niż nam się to wydaje?

Co do wyroku... Każdy uszanuję, co nie znaczy,że się zgodzę. Będzie jak będzie. Współczuję polskim sędziom. Są naprawdę od wielką presją. A czas próby dopiero się zbliżą. 

 

 


 

 

© Wojciech Czuchnowski
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci