Menu

Wojciech Czuchnowski

WILK TYŁEM, czyli moje nie zawsze słuszne poglądy na wszystko

Rozważania przed murem do Europy

czuchnowski

W ubiegłą niedzielę wróciliśmy z Suboticy, gdzie przy granicy serbsko-węgierskiej działają trzy niewielkie obozy dla uchodźców. Wspierani są przez wolontariuszy, wśród których jest nasza córka. Przywieźliśmy pieniądze ze zbiórki wśród przyjaciół i trochę jedzenia. Znów pojedziemy tam w listopadzie. 

Poniżej mój tekst  o tym miejscu, których ukazał się w magazynie Gazety i na wyborcza.pl

 

Lead: Honor naszego świata ratują dziś młodzi ludzie, którzy wbrew manipulacjom polityków, za własne pieniądze niosą pomoc dla uchodźców, rozrzuconych w obozach wzdłuż granic Unii Europejskiej.

 Kelebija niewielkie przejście graniczne Tompa, koło Suboticy. Kolejka kilkudziesięciu samochodów z serbskimi i węgierskimi rejestracjami czeka na wjazd do Unii.

Terkoczą nie wyłączane silniki diesla. Serbowie sprawdzają pobieżnie, Węgrzy dokładnie. Zaglądają do każdego bagażnika, każą składać tylne fotele, lusterkami badają podwozia. Co któryś samochód musi wjechać do specjalnego garażu z kanałem. Celnicy sprawdzają, czy od dołu nie ma żadnej skrytki, która mogłaby pomieścić człowieka.

Szukają tylko jednego: uchodźców chcących nielegalnie wjechać na teren UE.

Za plecami węgierskich pograniczników w eleganckich kombinezonach jak z filmu Top Gun, tablica z unijnymi gwiazdkami, pod nimi nazwa "Magyarország" wystająca zza stalowych mobilnych barier, szczelnie przegradzających przejście.

To część muru a właściwie płotu z żelaznej siatki i drutu kolczastego, który Węgrzy zbudowali wzdłuż całej liczącej 150 km granicy z Serbią.

Ta dosłowna realizacja pojęcia "przedmurza chrześcijaństwa", którym epatuje Victor Orban jest przeciwko uchodźcom.

Dla nich granica serbsko-węgierska, ma być ostatnią zaporą zamykającą drogę do mitycznej Europy.

Smród

Po prawej patrząc od strony Serbii, na niewielkim skrawku wydeptanej ziemi, kilka płacht brezentu rozpiętych na starych beczkach i resztkach jakichś konstrukcji. Żyje tu kilka rodzin z Syrii. Od kolejki do granicy odgradza ich siatka i chociaż są w niej spore dziury, dzieci nie przechodzą na drugą stronę.

Kobiety gotują ciepły posiłek. Ruszt zaimprowizowanego grilla ułożyły na górze żelaznej beczki po ropie albo oleju. Mimo, że nie jest zbyt ciepło, od strony obozowiska dobiega przeraźliwy smród. Źródło: rządek jednorazowych toalet, których nikt od dawna nie opróżnia.

W nocy będzie zimno, na początku października temperatury spadają do zera. Lepiej niż pod płachtą byłoby uchodźcom w długich budynkach po obu stronach drogi przy przejściu. W latach 90. były tu urzędy celne, kantory i sklepy wolnocłowe. Czasy świetności minęły. Teraz drzwi i okna pozabijane są deskami i nic się tu nie dzieje, ale wewnątrz nadal jest bieżąca woda i ubikacje. Wystarczyłoby rozłożyć materace nawet na podłogach. Nikt jednak nie zaprosi imigrantów do środka. Chodzi o to, że gdyby mieli za dobre warunki pojawiłoby się ich pewnie więcej.

Ludzie

Do siatki za która żyją uchodźcy podchodzą dwie kobiety, Serbki. Jedna niesie trzy zgrzewki jajek, druga torbę z warzywami. Dają to gotującym posiłek. Muszą się znać, bo rozmawiają tylko chwilę. Nie biorą pieniędzy.

Janina Ochojska mówi, że ludzie są lepsi niż politycy. Mówi, że gdyby uchodźcy rzeczywiście znaleźli się w Polsce, to wielu Polaków podzieliłoby się z nimi jedzeniem, domem, pieniędzmi i pracą.

Tak jak te dwie Serbki. Albo jak właściciel sklepu w jednym z przygranicznych miast po węgierskiej stronie. (proszono mnie, bym nie podawał nazwy miasta) Stał w kolejce do granicy. Widząc, że służby jego kraju nie chcą przepuścić szwajcarskiego busa z ubraniami dla uchodźców (pretekst: nie zostały sprawdzone przez inspekcję sanitarną) zaproponował wolontariuszom, żeby złożyli ubrania u niego w magazynie. Potem wszystko przenieśli do Serbii w plecakach. Teraz mają bazę dla transportów żywności, lekarstw itp. które też są zatrzymywane przez Węgrów albo Serbów.

Lista

W niewielkim rejonie Suboticy, przy granicy z Węgrami są trzy skupiska uchodźców. Żyje w nich od 300 do 500 osób. Część w barakach i kontenerach, część pod płachtami i konstrukcjami z blach i tektury. Dotarli tu przez Turcję, Grecję i Macedonię z Syrii, Pakistanu i Afganistanu. Od ponad roku granica jest coraz lepiej pilnowana. Węgrzy a za ich pośrednictwem Unia Europejska wolą płacić Serbii za wyżywienie i zakwaterowanie imigrantów. Finansują kontenery i jedzenie. Raczej nie sprawdzają na co idą te pieniądze.

Dzienna porcja żywności to chińska zupka i puszka tuńczyka. Z tym tuńczykiem jest prawie pewne, że ktoś dogadał się z hurtownikiem, który miał na zbyciu tony konserw z kończącym się terminem przydatności.

Każdy, kto dotrze do obozu wpisuje się na listę oczekujących na rozmowę z władzami węgierskimi, podczas której zostaje podjęta decyzja o przyznaniu statusu uchodźcy ze strefy wojny. Dla tych z końca listy terminy rozmowy wyznaczane są już na początek 2018 r.   Dlatego kto może (głównie młodzi mężczyźni) nie czeka i próbuje nielegalnie przejść granicę. Większości się nie udaje ale nie muszą się bać, bo karą jest tylko odstawienie do obozu. No i czasem pogryzienie przez psy, które maja prawie wszystkie patrole. Wielu mężczyzn ma na łydkach i przedramionach bandaże, pamiątkę po nieudanym przejściu. Kobiety i dzieci raczej siedzą na miejscu i czekają na swoją kolej. Mężczyźni mają jeszcze jeden powód, dla którego próbują nielegalnie pokonać granicę. Każdy który dostanie wstępna decyzję o prawie pobytu, jest umieszczany na miesiąc w specjalnym obozie na Węgrzech. Tam przez miesiąc trwa sprawdzanie, czy nie ma nic wspólnego z terrorystami. Obóz wygląda jak więzienie. Imigranci trzymani są w celach. Dzień wypełniają przesłuchania i krótkie spacery po podwórku o wymiarach 3 metry na 3.

Ci, którym uda się przedostać nielegalnie przesyłają MMSy ze zdjęciami zrobionymi w Niemczech czy Austrii. Ich miejsca na liście oczekujących są sprzedawane.

Pozostali czekają. Ci z nich, którzy są rozgoryczeni stanowią łakomy kąsek dla agitatorów ISIS.

Imperatyw

Imperatyw, by zacząć nieść pomoc innym, niż zamiast jak większość rówieśników, używać życia i robić karierę, przychodzi w różnych chwilach.

Często na wakacjach w Grecji czy na Chorwacji przyszli wolontariusze natykają się na grupy zrozpaczonych, bezradnych uciekinierów, i nie mogą już spokojnie mieszkać w dobrym hotelu, chodzić na dyskoteki czy pływać na desce.

Postanawiają coś zrobić. Więc najpierw dzielą się tym co mają ze sobą (śpiwory, namioty, jedzenie, pieniądze) , potem jadą do domów i przez facebooka organizują grupę, która wraca i zaczyna pomagać.

Niektórzy robią to od dwóch i więcej lat. Mają doświadczenie: Grecja, Liban (tam jest do wytrzymania ) Turcja, Bułgaria (tam warunki są najgorsze) Motywacje są różne: ktoś wziął sobie do serca słowa papieża Franciszka, ktoś studiował historię i uważa, że uchodźcy są przez Europę traktowani tak, jak kiedyś Żydzi, ktoś inny chce po prostu zrobić "coś żeby świat był trochę lepszy".

Jest przyjęte, żeby nie mówić za dużo o motywacjach. I żeby nie chwalić się tym co się robi.

Na dziennikarzy patrzą niechętnie. Media z Węgier i Słowacji manipulują, wykorzystują, że uchodźcy mówią nieznanymi językami i podkładają tłumaczenie, że np. "Europa to świetny socjal i wszystko za darmo". Media z Zachodu i z Polski szukają łzawych historii i kręcą jak najwięcej obrazków z dziećmi.

240

Trudno powiedzieć ilu w Europie działa wolontariuszy ani ile tworzą grup. W Polsce w sprawach pomocy uchodźcom aktywnych jest ok. 500 osób, z czego kilkadziesiąt ma za sobą krótsze lub dłuższe wyjazdy. Jeżeli w Polsce w Polsce jest to 500 osób, to w całej Unii może to być parę tysięcy. Pojawiają się w pobliżu obozów, szybko orientują się czego brakuje, organizują magazyn i dystrybucję.

Jedna z takich grup: Subotica. Magazyn (200 euro miesięcznie) w pomieszczeniu zamkniętego sklepu. Może tam spać kilka osób, reszta w hostelach. W środku podzielone towary osobno ryż, makaron i kasze, osobno warzywa i owoce, lekarstwa, ubrania, kuchenki gazowe, śpiwory. Grupę założyli Szwajcarzy, Polacy i Amerykanin. Obsługują trzy małe obozy , więc na miejscu potrzeba zawsze 6 do 8 osób. Ogłaszają na facebooku: jeśli ktoś chce pomóc to musi zarezerwować minimum 4 tygodnie i mieć fundusze na mieszkanie i wyżywienie. Mają dwa busy: mercedesa na austriackich numerach i volkswagena na polskich. Volkswagen jest własnością właściciela znanego warszawskiego klubu. Nikt nie podejrzewałby go o zaangażowanie w taką działalność. Dał nie tylko samochód ale regularnie dosyła pieniądze zebrane na koncertach.

Pieniądze (dzienny budżet to ok. 400 euro) pochodzą wyłącznie z prywatnych zbiórek.

Żywność rozdzielają wczesnym popołudniem, w pobliżu obozów z których mieszkający tam ludzie wychodzą i ustawiają się w kolejce. Porcje są niewielkie. W ostatnią sobotę przygotowali ich 240. Na porcję wchodzą: 2 cebule, jogurt, 1 ogórek, 1 papryka, 1 jabłko, 1 gruszka, 1 banan i 1 pomidor. Rozdają to w małych woreczkach, ze składanego stolika przy samochodzie. Ważne, żeby każda porcja była taka sama i tak samo zapakowana. Wtedy w kolejce jest porządek. Gorzej jest z ubraniami. Większość   kupują na miejscowym bazarze (królestwo podróbek znanych firm   z całego świata) Ale kilka dni wcześniej mieli rzeczy z darów z Monaco. Turystyczne ubrania Timberlanda i Camela, wywołały zamieszanie a w kolejce prawie doszlo do bójki. Takie rzeczy lepiej dawać indywidualnie tym, którzy najbardziej potrzebują.

We wrześniu wynajęli przy granicy kawałek ziemi i tam gotowali uchodźcom ciepłe jedzenie, bo w obozach gotowanie jest zabronione (rzekomo względy przeciwpożarowe) W październiku musieli zrezygnować. Presja miejscowych władz, mających wiele sposobów by utrudnić im życie.

Polska

Uchodźcy kochają wolontariuszy. Witają ich z uśmiechami, wszystkich znają z imienia, niczego się nie domagają. Wiedzą, że za młodymi ludźmi z busów nie stoi żadne państwo, organizacja ani kościół.

Nic chyba nie wiedzą o polskich politykach, którzy zbijają kapitał na straszeniu imigrantami. O Jarosławie Kaczyńskim, mówiącym o "pasożytach, mikrobach i pierwotniakach" . I o robieniu przez uchodźców "kloaki w kościołach" (szczególnie podłe, bo wspólnoty parafialne w Austrii same udostępniają swoje świątynie potrzebującym)

Albo u Pawle Kukizie, który forsuje przeprowadzenie w Polsce referendum "stop uchodźcom".

Przeciwnie. Widząc wśród wolontariuszy młode Polki i Polaków, myślą że Polska musi być fajnym, dobrym krajem.

Jeden zapytał mnie czy warto do Polski przyjechać.

Nie wiedziałem co odpowiedzieć.

Komentarze (4)

Dodaj komentarz
  • poltiser

    Dobry tekst.

    19 letni Senegalczyk w 1996 roku z odmrożonymi w lecie paluchami lewej stopy (środek lata - Morze Śródziemne) opowiadał mi o swoim dochodzeniu do Europy
    Kiedy zapytałem czy było warto i czy mimo porażki będzie próbował ponownie?
    Tylko się uśmiechnął.

    Po obu stronach ludzie są różni i mają różne motywacje. Nie da się wyprostować w kilka dni wielowiekowych zapóźnień. Teorie Malthusa i innych pseudo naukowców są nadal traktowane bardzo poważnie przez wielu mądrych polityków

    Mało kto szuka pozytywnych rozwiązań a młodych podziwiam, robią to co im przywraca poczucie własnej godności i wiarę we własną przyszłość.

    Zmowa obojętnych wspierała zawsze intrygi miłośników uzasadnionej przemocy, nie tylko u Jasieńskiego

    Naukawość jak religijne skrajności - budzi grozę.

  • danekstraszynski

    Ciekawe informacje. Mała poprawka, tylko w Niemczech działają dziesiątki tysięcy wolontariuszy, bez nich katastrofa humanitarna też w Niemczech byłaby pewna..
    Już marksiści twierdzili, że działalność charytatywna bogatych mieszkańców Zachodu jest tylko kroplą na rozżarzoną blachę.

    Niestety, rozwiązania systemowe wstrzymujące ochotę na ucieczkę, chociaż znane, nie dają się wprowadzić. Na przykład z całą pewnością europejscy rolnicy musieliby stracić... czyli podzielić się wspaniałomyślnie z Afrykańczykami. Trochę pogłębiona dyskusja o przyczynach emigracji przydałaby się po polsku. Jeżeli nie widać szybkich rozwiązań, to pewno zwiększyłaby empatię dla uchodźców. Dlaczego niewielu stara się pomóc Polakom zrozumieć prawdziwy świat? Elity nie spełniają swojej roli!

    Oczywiście, w najnowszym strumieniu emigracyjnym jest znaczny motyw ekonomiczny. Nie potrzeba koniecznie zamieszkać w Niemczech, żeby uratować życie swoje i rodziny. Oczywiste jest też, że żaden kraj nie jest w stanie przyjąć setki milionów tych, którzy mają najbardziej uzasadnioną ochotę na lepsze życie.

  • danekstraszynski

    Poltiser, jeżeli ktoś wsadza rodzinę albo tylko siebie na dętkę i usiłuje pokonać prawdziwe morze musi liczyć się z konsekwencjami. Niemoralnym jest orzekanie winy ratowników, którzy nie dali rady...

    Teza Malthusa ma już ponad dwieście lat i nie została potwierdzona przez naukę. Ciekawe, jacy politycy pozostali na poziomie sprzed dwóch wieków? "Zmowa obojętnych" nie istnieje w realnym świecie, a ludzie nienaukowi i ich społeczeństwo ma po prostu gorzej.

  • ilias

    Wiele osób nie docenia tego co ma.

© Wojciech Czuchnowski
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci